Prostym językiem o ekonomii ...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurs walutowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurs walutowy. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 października 2018

099. Od tygodnia Polska jest krajem rozwiniętym. Co to oznacza?

24 września 2018 Polska została oficjalnie zaliczana do krajów rozwiniętych. Wcześniej przez wiele lat byliśmy uznawani jako kraj rozwijający się, więc z pewnością pod względem prestiżowym informacja jest rewelacyjna. Tym bardziej, gdy zerkniemy na skład grupy krajów rozwiniętych, do których dołączyliśmy. Nie chodzi jednak o ocenę poziomu życia w naszym kraju, tylko o ocenę Polski jako miejsca do inwestowania.

Samo ogłoszenie naszego awansu nie było niczym zaskakującym, ponieważ agencja FTSE Russell zapowiedziała to jeszcze w ubiegłym roku. W ciągu kolejnych miesięcy polski rynek finansowy nie zaskoczył świata niczym negatywnym, więc w ubiegłym tygodniu nasz awans do najbardziej elitarnego grona stał się faktem. Co to jednak tak naprawdę oznacza? I jakie mogą być tego konsekwencje?

Jak działają globalni inwestorzy?

Światowe fundusze inwestują w rynki finansowe według wcześniej zdefiniowanej polityki. Ściśle określona część ich zasobów jest inwestowana w rynki rozwinięte, a inna – równie precyzyjnie określona w rynki wschodzące. Szacuje się, że ok. 87% pieniędzy jest inwestowana w najbardziej rozwiniętych krajach, a tylko 12-13% na rynkach bardziej ryzykownych. To logiczne: większość pieniędzy jest lokowana w bezpieczniejszych miejscach, mniejsza część zapewnia – przynajmniej teoretycznie – większe zyski. Dotychczas mieliśmy dostęp do ok. 12-13% światowych pieniędzy. Jak będzie teraz?
"Zmiana indeksu jest owocem ciągłych ulepszeń w infrastrukturze rynków kapitałowych w Polsce, która jest wspierana przez postęp gospodarczy kraju" [fragment komunikatu FTSE Russell]

Inwestowanie to nic innego, jak zakup papierów wartościowych. Możliwe, że zabrzmi to dość dziwacznie, ale wielkie fundusze inwestycyjne podejmują decyzje o zakupie określonych akcji lub obligacji przede wszystkim w oparciu o analizy „hurtowe”, które dotyczą grup państw i całych sektorów gospodarki. W rzeczywistości nie ma bowiem możliwości przeanalizowania osiągnięć i perspektyw rozwoju każdej z kilkudziesięciu tysięcy firm notowanych na światowych giełdach. Nie ma więc co oczekiwać, że inwestor z Londynu, Nowego Yorku czy Sydney zapozna się ze szczegółową analizą dotyczącą na przykład polskiego PKO BP. W pierwszym kroku poprzestanie raczej na powiązaniu analizy branżowej (bankowość) z analizą rynku, na której przykładowa firma funkcjonuje (dotychczas były to rynki wschodzące, teraz rynki rozwinięte) i na tej podstawie podejmie swoje decyzje.
Pomocą w podejmowaniu tego typu decyzji są firmy, które zaliczają poszczególne rynki finansowe do określonych grup. Decyzję o przeniesieniu Polski do grona krajów rozwiniętych została podjęta przez londyńską firmę FTSE Russell. Podobnie postąpił niemiecki Stoxx. Dla porządku należy jednak wspomnieć, że jeszcze ważniejszą firmą indeksującą rynki jest amerykańska MSCI, która – póki co – konsekwentnie uznaje nasz kraj jako należący do rynków rozwijających się.

Prestiż.

Niewątpliwie zaliczenie Polski przez dwie agencje indeksujące do grona państw rozwiniętych jest ogromnym sukcesem wizerunkowym. Nie dziwi więc, że o tym wydarzeniu mówili Premier, Minister Finansów i Prezes warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych...

Nawiasem mówiąc nawet nieprzychylne rządowi media nie odważyły się podważyć znaczenia tego wydarzenia, choć da się spotkać sceptyczne oceny tego awansu na portalach branżowych.
"Dzisiejszy awans do grona rynków rozwiniętych w ramach globalnej klasyfikacji rynków akcji FTSE Russell to znaczące osiągnięcie. Ministerstwo Finansów i Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie od dawna dążą do usprawnienia infrastruktury polskiego rynku finansowego i wzmocnienia polskiej gospodarki, a dzisiejszy dzień jest zwieńczeniem ich wysiłków zmierzających do spełnienia restrykcyjnych kryteriów tej klasyfikacji." Reza Ghassemieh, Chief Research Officer FTSE Russell. 
Wystarczy zerknąć na skład grupy, do której obecnie należymy, żeby poczuć się naprawdę dobrze. Co więcej: jesteśmy pierwszym krajem Europy Środkowo-Wschodniej, któremu się to udało. Patrząc z tej perspektywy wreszcie udało się nam gospodarczo prześcignąć Czechów i to w bardzo ambitnym wyścigu (aluzja do postu 078. Ekonomiczny Wyścig Pokoju, czyli jak gospodarczo przegonić Czechów?)


Źródło: 
Osiągnięcie jest tym bardziej znaczące, że awans do elity zajął nam 27 lat. Dla porównania Korea Południowa i Izrael potrzebowały na to okresu pięćdziesięcioletniego…
Są więc powody do dumy!

Skutki finansowe.

Raczej na pewno zagraniczni inwestorzy na rynku polskim będą zachowywać się w bardziej stabilny niż dotąd sposób. Chodzi o to, że w sytuacji, gdy gdzieś na świecie coś niedobrego działo się w kraju uznawanym za rozwijający się, następowała ucieczka inwestorów do rynków rozwiniętych. Jeżeli np. w Turcji było zamieszanie polityczne, to część inwestorów wycofywała swoje pieniądze nie tylko z Turcji, ale i z krajów takich jak Polska, po to, aby przeczekać w bezpiecznym miejscu. Dla polskiego rynku finansowego oznaczało to spadek cen akcji na warszawskiej giełdzie i osłabienie złotego i to często z powodów w ogóle niezwiązanych z sytuacją w Polsce. W nowych warunkach tego typu przypadki nie powinny się zdarzać. Sytuacja na giełdzie i rynku walutowym powinna być więc bardziej stabilna.

Teoretycznie do Polski mogą napłynąć dodatkowe pieniądze inwestycyjne. Teoretycznie, bo do końca nie wiadomo, jak zachowają się światowi inwestorzy. To, że Polskę uznano za kraj rozwinięty to jedno. Ale w co miałyby inwestować światowe fundusze? W wyniku decyzji FTSE Russell do światowych indeksów włączono ledwie 37 polskich spółek i tylko jedną z nich – bank PKO BP – uznano za spółkę o dużej kapitalizacji. Do grona średnich spółek zaliczono PKN Orlen, PZU, BZ WBK, PGNiG, Pekao, KGHM, mBank, PGE, LPP, CD Projekt, Cyfrowy Polsat, Grupę Lotos i Dino Polska. Pozostałe spółki uznano za małe - Bank Millennium, AmRest, Handlowy, JSW, Alior Bank, CCC, Play, Orange, Azoty, Enea, Tauron, Kernel, Kruk, Asseco Poland, Budimex, Eurocash, Ciech, Energa, PKP Cargo, Bogdanka, GPW, Boryszew i Neuca. Z kolei decyzją Stoxx do grona sześciuset największych spółek w Europie zaliczono osiem polskich podmiotów: Bank Pekao, BZ WBK, CD Projekt, KGHM Polska, LPP, PKN Orlen, PZU i PKO Bank Polski.
To właśnie te firmy mają szansę na dodatkowe zainteresowanie ze strony światowych inwestorów. Potencjalnie, gdyby udział polskich podmiotów w światowych rynkach zrównałby się z udziałem Portugalii, Austrii i Danii, to do Polski powinno napłynąć dodatkowo od 150 miliardów złotych do prawie 1,5 biliona.

A te kwoty robią wrażenie, prawda?
Więc póki co cieszmy się i z prestiżu i z perspektyw, które oby się zrealizowały jak najszybciej.

środa, 26 września 2018

098. Dlaczego kurs walutowy się zmienia?

To jedno z pytań, które niby są proste, a potrafią zmiażdżyć. Idziesz do banku, stoisz w kolejce, na dużym ekranie wyświetlane są kursy walutowe on-line. Dziecko zadaje Ci pytanie, co to za liczby. To proste, więc tłumaczysz mu z miną prawdziwego eksperta. Ale drugie pytanie może brzmieć „ale dlaczego te liczby wciąż się zmieniają?” i sprawa zaczyna być nie taka oczywista. Tym bardziej, że zmienne kursy walutowe obowiązują na świecie raptem 45 lat, a w Polsce dopiero 18.

Jak więc jest z tymi kursami? Zacznijmy po kolei…

Dawniej decydowała waga.

Sprawa przeliczenia wartości jednej waluty na inną była teoretycznie bardzo prosta w czasach pieniądza kruszcowego. „Kurs” był kształtowany przez stosunek wagi kruszcu wykorzystanego przy biciu poszczególnych monet. Nie miało znaczenia, czyj „napis i obraz” znajdował się na pieniądzu, bo można było go sobie stopić i zrobić z niego coś innego, co miało przynajmniej wartość kruszcu. Moneta, w której znajdowało się 3 gramy złota była dwa razy więcej warta niż moneta o zawartości 1,5 grama złota. Ten stosunek był w zasadzie stały, więc kursy były też w zasadzie stałe.

„W zasadzie”, bo nie było niezależnych banków centralnych czuwających nad jakością emitowanego pieniądza, więc władcy kombinowali jak mogli manipulując ilością kruszcu używanego do bicia monet. Jednocześnie w obiegu mogły znajdować się „te same” monety o różnej wartości kruszcowej. Dla bankierów zajmujących się wymianą pieniądza był to podstawowy problem oceny wartości. Choć oczywiście od czasów Archimedesa znana była metoda określenia faktycznego składu użytego stopu, to z punktu widzenia gospodarki to zamieszanie nie było dobre, o czym zresztą pisał Mikołaj Kopernik w swoim „Traktacie o biciu monety”.

Wartość pieniądza papierowego.

Początkowo pieniądz papierowy (przynajmniej ten stosowany w Europie) był w istocie dokumentem potwierdzającym fakt, że w skarbcu zdeponowano określoną ilość kruszcu (miedzi w Szwecji i złota w Anglii).  Stopniowo jednak uzmysławiano sobie, że nie ma dużego prawdopodobieństwa, aby w jednej chwili wszyscy posiadacze banknotów chcieli wymienić je na metale szlachetne. To pozwoliło emitować banknoty o wartości większej niż wartość zdeponowanego złota. O ile większej? Dziś to kluczowe zagadnienie polityki monetarnej poszczególnych państw, ale w XVIII wieku dopiero się jej uczono. Wydatków było co niemiara (XVIII wiek to czas wojen i rewolucji, które trzeba było finansować), niektóre państwa poczuły monetarne Eldorado, drukowały banknoty bez opamiętania, za co zapłaciły kryzysami finansowymi i wielką inflacją.

Na ich tle wyróżniał się Bank of England, który rygorystycznie utrzymywał pokrycie funta szterlinga w złocie. W naturalny sposób funt był walutą stosowaną w rozliczeniach w ramach Imperium Brytyjskiego, więc nie dziwi, że stał się najbardziej wiarygodnym pieniądzem świata.

Wymienialność na inną walutę.

W miarę rozwoju handlu międzynarodowego coraz większe znaczenie miało wymienianie jednej waluty na inną. Poszczególne państwa „odkrywały”, że sterownie wartością własnej waluty ma wpływ na pozycję konkurencyjną na rynkach międzynarodowych. W szczególności jej dewaluowanie (zmniejszanie wartości poprzez nadmierną emisję) poprawiało atrakcyjność cenową eksportowanych towarów i tym samym wynik w bilansie płatniczym. Oczywiście na krótko, bo „ceną” za taką praktykę była inflacja, bezrobocie i kryzys.

Dlatego tuż po II Wojnie Światowej na konferencji w Bretton Woods zawarto porozumienie 44 krajów, które przyjęły na siebie obowiązek prowadzenia polityki monetarnej w taki sposób, aby kurs walutowy wahał się o maksymalnie 1%. Pierwotnym pomysłem na osiągnięcie tej stabilizacji było oparcie każdej z walut na stałym parytecie złota. Użyto sformułowania „wartość waluty […] zostanie wyrażona w złocie”, ale w tle oficjalnych negocjacji rozgrywka dotyczyła też tego, która waluta zdominuje powojenny świat. Amerykanie ograli Brytyjczyków w ten sposób, że w tajemnicy przed nimi cytowany wyżej zapis zmienili na „wartość waluty […] zostanie wyrażona w złocie i dolarach amerykańskich” i tym samym zapewnili dolarowi USA uprzywilejowaną pozycję na długie lata.
Realizacja postanowień z Bretton Woods w praktyce polegała na tym, że banki centralne poszczególnych państw broniły kursów swych walut względem dolara, a Amerykanie pilnowali parytetu złota wyrażonego w złocie. System wytrzymał 27 lat i się załamał. Niemożliwe było bowiem utrzymanie stałej ceny złota wyrażonej w dolarach USA w sytuacji, gdy światowa podaż dolara rosła szybciej niż światowa podaż złota.

Czy Amerykanie mogli temu zapobiec? Wątpię. Musieliby pilnować, aby podaż dolara była zbliżona do podaży złota. A tymczasem rozwój światowego handlu prowadził do tego, że banki centralne przesuwały swoje rezerwy ze złota na dolary USA, które zapewniały większą płynność. W skali światowej mieliśmy więc sytuację rosnącego popytu na dolary i malejącego popytu na złoto. Jak w tej sytuacji utrzymać równowagę podaży? W ekonomii ten problem jest określany jako Dylemat Triffina, którego rozważania prowadzą do wniosku, że niemożliwe jest posiadanie sztywnego kursu walutowego, niezależnej polityki pieniężnej i swobody przepływu kapitałów.

Płynny kurs walutowy.

Na świecie obowiązuje od roku 1973. W Polsce formalnie od roku 2000. Kurs płynny jest wynikiem sytuacji rynkowej, czyli równowagi pomiędzy podażą waluty i popytem na nią. Ponieważ transakcje walutowe przeprowadzane są praktycznie bez przerwy, a co za tym idzie zmienia się podaż i popyt, rynek wciąż na nowo odnajduje swój punkt równowagi, więc kurs zmienia się cały czas.

A z czego wynika ta zmienność? O tym jeszcze kiedyś napiszę...