Prostym językiem o ekonomii ...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bitcoin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bitcoin. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 lutego 2018

067. Czy Zbigniew Herbert przewidział bitcoina?

Lubię Herberta! Lubię jego styl. Jestem pod wielkim wrażeniem „Barbarzyńcy w ogrodzie” i uważam, że nikt lepiej od niego nie potrafi opowiadać o pięknie krajów śródziemnomorskich. Nie miałem jednak pojęcia, że Zbigniew Herbert zajmował się także historią ekonomii. A to odkryłem przygotowując artykuł o bitcoinie, a w zasadzie o tulipomanii.
Nie jestem pierwszym, który dostrzegł związki pomiędzy bitcoinem a tulipomianią. Ale chyba jako pierwszy zastanawiam się, czy Zbigniew Herbert przewidział bitcoina. Bo w jego eseju zatytułowanym „Tulipanów gorzki zapach” znaleźć można wiele zdań pasujących do tej - tak popularnej obecnie - kryptowaluty. Przynajmniej moim zdaniem. Zobaczmy więc, co pisze Herbert - wprawdzie o tulipomanii – z tym, że ja natrętnie będę to odnosił to bitcoina

„Wybiła godzina wielkiej spekulacji”.
Od kilku miesięcy nie ma dnia, aby nie przeczytać czegoś nowego o bitcoinie. O tym, ile można by mieć dziś pieniędzy, gdyby zaufać bitcoinowi w przeszłości. O tym, ile kosztuje dziś i ile będzie kosztował w przyszłości. O fortunach, które dzięki niemu już powstały, i które dopiero powstać mogą.

To jest czysta spekulacja, bo za bitcoinem nie stoi żadna faktyczna wartość. Cebulka siedemnastowiecznego tulipana miała jednak swoje znacznie realne. Zasadzona mogła obdarować właściciela pięknym kwiatem. Przynajmniej tym. Za bitcoinem nic nie stoi i wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Bitcoin jest wart dokładnie tyle, ile inni są w stanie za niego zapłacić. To spekulacja w najczystszej postaci. Dzięki internetowi dostępna dla każdego…
„Mamy dziwne upodobanie do przedstawiania szaleństw w przybytkach rozsądku.”
Rozsądek mówi więc, że bitcoin jest niczym. I ten sam rozsądek mówi, że jest wręcz przeciwnie. Wszak liczba bitcoinów jest ograniczona. I choć bitcoinowe kopalnie pracują pełną parą, to coraz trudniej jest wykopać nowego. A nawet jeśli się to komuś uda, to koszt jest coraz większy. Pierwotna podaż jest więc mocno ograniczona i obarczona rosnącymi kosztami.

Jest jeszcze podaż wtórna. Teoretycznie każdy, kto dziś posiada bitcoina mógłby chcieć go sprzedać. Ale dlaczego miałby to zrobić? Żeby zrealizować zysk? Ale wówczas nie będzie uczestnikiem przyszłych zysków. Bo przecież popyt nie będzie malał. Dlaczego miałby maleć? Skoro świat dopiero odkrywa bitcoina. I jeszcze nie wszyscy go mają. I tak wielu chce się przyłączyć do udziału w jego sukcesie…

I technologia. Blocchain. Tak zaawansowana, że mało kto ją rozumie. Robi jednak wrażenie, gdy kolejne firmy, banki i rządy mówią, że rozpoczynają pracę nad jej zastosowaniami. Skoro technologia stojąca za bitcoinem jest tak zaawansowana, to może on ma jednak swoją wartość...

„Ceny rosły i liczono, że będą rosły w nieskończoność, bowiem taka jest logika manii”.
Jeśli podaż jest ograniczona, a popyt nie, to ceny muszą rosnąć. Tak jak napisał Herbert - do nieskończoności. Aż dziw bierze, jak mocno w klasycznej ekonomii osadzony jest ten wniosek. O ile założenia są prawdziwe…

Jeśli do wyścigu o bitcoina przystąpią rządy państw – a o tym się pisze tu i ówdzie sugerując konieczność utrzymywania części państwowych rezerw walutowych w kryptowalutach – to nieskończenie wysoka cena bitcoina, a przynajmniej dużo wyższa niż dziś, naprawdę jest wyobrażalna. Czy to nie jest logiczne? A może to już mania?
„Ponieważ cały proceder był nieoficjalny, co więcej miał charakter gry zakazanej, właśnie dlatego stawał się coraz bardziej pociągający i zdobywał coraz to nowych adeptów.”
Smaczku dodaje fakt, że bitcoin powstał niezależnie od rządów, banków centralnych i wielkich tego świata. Wielu uważa, że to właśnie świadczy o jego wielkości. I gwarantuje jego przyszłość.
Słychać też głosy, że państwa chcą go zakazać, lub przynajmniej kontrolować jego obrót. A więc posiadając go, dotykamy owej – jak pisze Herbert - „gry zakazanej”, więc nie jest dziwne, że jest coraz bardziej pociągający. I koło się zamyka, bo to napędza popyt…

Jest jeszcze coś. Służby specjalne, które jakoby wykorzystują bitcoina do swoich rozliczeń. Mafie do prania brudnych pieniędzy. Kolejne powody, aby uznać bitcoina za rodzaj cyfrowego narkotyku póki co dostępnego nielicznym...


„Dlatego nie można postawić wielkiej kropki po dacie 1637 i uznać sprawę za definitywnie zakończoną. Nie jest rzeczą prostą wymazać ją z pamięci i zaliczyć do niepojętych dziwactw przeszłości. Jeśli tulipomania była rodzajem psychicznej epidemii – a tak ośmielamy się sądzić – istnieje prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że któregoś dnia, w tej czy innej postaci wróci nawiedzi nas znowu.
W jakimś porcie Dalekiego Wschodu wchodzi właśnie na pokład...”
Według Wikipedii „bitcoin jest kryptowalutą, wprowadzoną w 2009 roku przez osobę (lub grupę osób) o pseudonimie Satoshi Nakamoto.” Tożsamość Nakamoto choć rozpalała wyobraźnie wielu, nigdy nie została ujawniona. Niewątpliwie nazwisko to ma charakter dalekowschodni.

Zbigniew Herbert zmarł w roku 1998. O tulipomanii napisał pięć lat przed śmiercią. Czyli szesnaście lat przed pojawieniem się bitcoina.
To robi wrażenie…

„Oto historia jednego z ludzkich szaleństw…”
A może Herbert nie pisał o bitcoinie ani o tulipanach? Może pisał tylko o człowieku?
Tylko?

Wszystkie cytaty pochodzą z eseju Zbigniewa Herberta „Tulipanów gorzki zapach”


środa, 20 grudnia 2017

058. Jaką cenę może osiągnąć bitcoin?


Bitcoin stał się hitem końcówki roku. Jego cena bije kolejne rekordy i to w takim tempie, że można dostać zawrotu głowy. Pod koniec listopada wartość bitcoina przekroczyła 10.000 dolarów amerykańskich, aby tydzień później osiągnąć poziom 16.000 dolarów. W siedem dni można było zarobić 60%!!!!! Jeszcze większe wrażenie robi informacja, ile można było zyskać, gdyby zaufać bitcoinowi wcześniej. Rok temu kosztował tylko 895 dolarów (18 grudnia 2016); dwa lata temu 416 dolarów (20 grudnia 2015), a w sierpniu 2010 mniej niż dolara. Stopę zwrotu policzcie sami.
Nie dziwi więc sława bitcoina, popularność portali oferujących możliwość jego zakupu, a nawet głosy, że państwa powinny trzymać w nim swoje rezerwy walutowe. Kusi więc, aby popatrzeć w przyszłość. Oszacować, ile będzie można zarobić. W ciągu miesiąca, roku, czy całego życia. „Pomagają” w tym głosy „ekspertów” prognozujące cenę 20.000 dolarów do końca grudnia (poziom ten został zresztą przekroczony w nocy z 17 na 18 grudnia), czy 50.000 dolarów w przyszłym roku. A jak sobie wyobrazimy, że państwa rzeczywiście zaczną inwestować w bitcoina, to z mgły marzeń wyłoni się jego cena zapisana jako leżąca poziomo ósemka.
Może właśnie dlatego powinnyśmy popatrzeć wstecz. Bo przecież historia magistra vitae est.

Bitcoiny jak tulipany.

Początkowo zdawało się, że tulipany nie zrobią kariery w Europie. Trafiły tu z Turcji, radowały oczy europejskich władców, dla których hodowano je w oranżeriach, bo Europa była dla nich za zimna. Pod koniec XVI wieku w Holandii udało się jednak wyhodować pierwszą odmianę odporną na klimat zachodniej Europy. Kwiat dostępny dotąd jedynie dla krezusów, wdarł się przebojem do ogrodów niderlandzkich mieszczan. Stał się wyznacznikiem statusu społecznego, tym bardziej, że dziwnym trafem (później okazało się, że wyniku działania wirusa pstrości tulipana) dostarczał niezliczonej ilości kombinacji kolorów i kształtów kielicha. Posiadanie w ogrodzie pięknego, niepowtarzalnego tulipana znaczyło, że fortuna sprzyja ogrodnikowi. Także dosłownie. Bo ceny zaczęły szaleć.

Tulipomania.


Za najpiękniejszą odmianę uznawano Semper Augustus (obok na zdjęciu). W 1623 roku jego pojedyncza cebulka osiągała cenę 1.000 guldenów co stanowiło przeciętny dochód holenderskiej rodziny z okresu siedmiu lat. Do legendy urosła opowieść o cenie cebulki czarnego tulipana. Ponoć sprzedano ją za 1.500 guldenów, a po zawarciu transakcji kupujący mieli powiedzieć, że gotowi byli zapłacić siedem razy więcej, tylko po to, aby ograniczyć upowszechnienie się tej niezwykłej odmiany. Sprzedający nie poradził sobie z tą informacją…
Szaleństwo dopiero się zaczynało. I w świecie realnym, w którym sprzedawano gospodarstwa i domy, tylko po to, aby nabyć atrakcyjne cebulki tulipanów. I w świecie finansowym, który w roku 1635 umożliwił zawieranie kontraktów terminowych na tulipany. Odtąd transakcję można było zawrzeć o każdej porze roku, a jej wykonanie (dostawa cebulek o określonych parametrach) następowała w okresie kwitnienia tulipanów. Zobowiązaniami dostawy cebulek handlowano tak samo jak samymi cebulkami. Coraz więcej osób porzucało swoje zajęcia, zaciągało kredyty i przystępowało do gry. Popyt rósł.


To wyprowadziło ceny cebulek na szczyty. Najwyższa zarejestrowana cena za pojedynczą cebulkę tulipana (notabene chodziło o odmianę Semper Augustus) wynosiła 6.000 guldenów (przeciętny dochód rodziny z okresu czterdziestu lat). Ogromne wrażenie na wszystkich zrobiła transakcja „hurtowa” przeprowadzona w roku 1635, w ramach której sprzedano 40 cebulek za niewyobrażalną cenę 100.000 guldenów. Jesienią 1636 roku nie dziwiły transakcje, w których za jedną cebulkę płacono równowartość domu.

Kwiaty zwiędły.

Krach nastąpił 3 lutego 1637 roku. Po raz pierwszy od lat na aukcji cebulek okazało się, że nie ma nabywców na niektóre oferty sprzedaży. Niedowierzanie przerodziło się w prawdziwą panikę. Proponowano coraz niższe ceny, ale kupujących wciąż nie było.

Tysiące tulipanowych spekulantów znalezło się w potrzasku: z jednej strony kredytodawcy domagali się zwrotu pożyczek finansujących obrót cebulkami, z drugiej ich hodowcy żądali realizacji kontraktów zawartych jeszcze w okresie hossy. Czytaj: zapłaty za cebulki ustalonej wcześniej, absurdalnie wysokiej ceny. A ceny bieżące leciały na łeb na szyję.

Dopiero w kwietniu zainterweniowało państwo. Wydano dekret ustalający maksymalną cenę cebulki tulipana na poziomie 50 guldenów i anulowano kontrakty zawarte na wyższych cenach. W praktyce ten dekret nie miał żadnego znaczenia. Cena rynkowa i tak była już niska, a od powszechnych bankructw nie było już odwrotu.

Herbert o tulipanach.

Chyba najpiękniej tulipanową katastrofę opisał Zbigniew Herbert. Wszystkim polecam jego esej zatytułowany „Tulipanów gorzki zapach”. Czy jednak pisze tylko o tulipanach? Czy jego obserwacje nie mają bardziej uniwersalnego charakteru? Wreszcie, czy już wtedy (w roku 1993) nie przewidział bitcoina, jego popularności, a nawet (przypuszczalnego) miejsca jego pochodzenia? Próba odpowiedzi na te pytania zasługuje na odrębny artykuł. Tymczasem można poczytać Herberta samemu…

Jaką cenę może osiągnąć bitcoin?

Bez wątpienia równą cenie cebulki tulipana. Co do grosza... Bo wszystko jest przecież w naszych głowach.... Dokładnie tak, jak w siedemnastowiecznej Holandii.

Wesołych Świąt!