Prostym językiem o ekonomii ...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gospodarka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gospodarka. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 października 2018

099. Od tygodnia Polska jest krajem rozwiniętym. Co to oznacza?

24 września 2018 Polska została oficjalnie zaliczana do krajów rozwiniętych. Wcześniej przez wiele lat byliśmy uznawani jako kraj rozwijający się, więc z pewnością pod względem prestiżowym informacja jest rewelacyjna. Tym bardziej, gdy zerkniemy na skład grupy krajów rozwiniętych, do których dołączyliśmy. Nie chodzi jednak o ocenę poziomu życia w naszym kraju, tylko o ocenę Polski jako miejsca do inwestowania.

Samo ogłoszenie naszego awansu nie było niczym zaskakującym, ponieważ agencja FTSE Russell zapowiedziała to jeszcze w ubiegłym roku. W ciągu kolejnych miesięcy polski rynek finansowy nie zaskoczył świata niczym negatywnym, więc w ubiegłym tygodniu nasz awans do najbardziej elitarnego grona stał się faktem. Co to jednak tak naprawdę oznacza? I jakie mogą być tego konsekwencje?

Jak działają globalni inwestorzy?

Światowe fundusze inwestują w rynki finansowe według wcześniej zdefiniowanej polityki. Ściśle określona część ich zasobów jest inwestowana w rynki rozwinięte, a inna – równie precyzyjnie określona w rynki wschodzące. Szacuje się, że ok. 87% pieniędzy jest inwestowana w najbardziej rozwiniętych krajach, a tylko 12-13% na rynkach bardziej ryzykownych. To logiczne: większość pieniędzy jest lokowana w bezpieczniejszych miejscach, mniejsza część zapewnia – przynajmniej teoretycznie – większe zyski. Dotychczas mieliśmy dostęp do ok. 12-13% światowych pieniędzy. Jak będzie teraz?
"Zmiana indeksu jest owocem ciągłych ulepszeń w infrastrukturze rynków kapitałowych w Polsce, która jest wspierana przez postęp gospodarczy kraju" [fragment komunikatu FTSE Russell]

Inwestowanie to nic innego, jak zakup papierów wartościowych. Możliwe, że zabrzmi to dość dziwacznie, ale wielkie fundusze inwestycyjne podejmują decyzje o zakupie określonych akcji lub obligacji przede wszystkim w oparciu o analizy „hurtowe”, które dotyczą grup państw i całych sektorów gospodarki. W rzeczywistości nie ma bowiem możliwości przeanalizowania osiągnięć i perspektyw rozwoju każdej z kilkudziesięciu tysięcy firm notowanych na światowych giełdach. Nie ma więc co oczekiwać, że inwestor z Londynu, Nowego Yorku czy Sydney zapozna się ze szczegółową analizą dotyczącą na przykład polskiego PKO BP. W pierwszym kroku poprzestanie raczej na powiązaniu analizy branżowej (bankowość) z analizą rynku, na której przykładowa firma funkcjonuje (dotychczas były to rynki wschodzące, teraz rynki rozwinięte) i na tej podstawie podejmie swoje decyzje.
Pomocą w podejmowaniu tego typu decyzji są firmy, które zaliczają poszczególne rynki finansowe do określonych grup. Decyzję o przeniesieniu Polski do grona krajów rozwiniętych została podjęta przez londyńską firmę FTSE Russell. Podobnie postąpił niemiecki Stoxx. Dla porządku należy jednak wspomnieć, że jeszcze ważniejszą firmą indeksującą rynki jest amerykańska MSCI, która – póki co – konsekwentnie uznaje nasz kraj jako należący do rynków rozwijających się.

Prestiż.

Niewątpliwie zaliczenie Polski przez dwie agencje indeksujące do grona państw rozwiniętych jest ogromnym sukcesem wizerunkowym. Nie dziwi więc, że o tym wydarzeniu mówili Premier, Minister Finansów i Prezes warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych...

Nawiasem mówiąc nawet nieprzychylne rządowi media nie odważyły się podważyć znaczenia tego wydarzenia, choć da się spotkać sceptyczne oceny tego awansu na portalach branżowych.
"Dzisiejszy awans do grona rynków rozwiniętych w ramach globalnej klasyfikacji rynków akcji FTSE Russell to znaczące osiągnięcie. Ministerstwo Finansów i Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie od dawna dążą do usprawnienia infrastruktury polskiego rynku finansowego i wzmocnienia polskiej gospodarki, a dzisiejszy dzień jest zwieńczeniem ich wysiłków zmierzających do spełnienia restrykcyjnych kryteriów tej klasyfikacji." Reza Ghassemieh, Chief Research Officer FTSE Russell. 
Wystarczy zerknąć na skład grupy, do której obecnie należymy, żeby poczuć się naprawdę dobrze. Co więcej: jesteśmy pierwszym krajem Europy Środkowo-Wschodniej, któremu się to udało. Patrząc z tej perspektywy wreszcie udało się nam gospodarczo prześcignąć Czechów i to w bardzo ambitnym wyścigu (aluzja do postu 078. Ekonomiczny Wyścig Pokoju, czyli jak gospodarczo przegonić Czechów?)


Źródło: 
Osiągnięcie jest tym bardziej znaczące, że awans do elity zajął nam 27 lat. Dla porównania Korea Południowa i Izrael potrzebowały na to okresu pięćdziesięcioletniego…
Są więc powody do dumy!

Skutki finansowe.

Raczej na pewno zagraniczni inwestorzy na rynku polskim będą zachowywać się w bardziej stabilny niż dotąd sposób. Chodzi o to, że w sytuacji, gdy gdzieś na świecie coś niedobrego działo się w kraju uznawanym za rozwijający się, następowała ucieczka inwestorów do rynków rozwiniętych. Jeżeli np. w Turcji było zamieszanie polityczne, to część inwestorów wycofywała swoje pieniądze nie tylko z Turcji, ale i z krajów takich jak Polska, po to, aby przeczekać w bezpiecznym miejscu. Dla polskiego rynku finansowego oznaczało to spadek cen akcji na warszawskiej giełdzie i osłabienie złotego i to często z powodów w ogóle niezwiązanych z sytuacją w Polsce. W nowych warunkach tego typu przypadki nie powinny się zdarzać. Sytuacja na giełdzie i rynku walutowym powinna być więc bardziej stabilna.

Teoretycznie do Polski mogą napłynąć dodatkowe pieniądze inwestycyjne. Teoretycznie, bo do końca nie wiadomo, jak zachowają się światowi inwestorzy. To, że Polskę uznano za kraj rozwinięty to jedno. Ale w co miałyby inwestować światowe fundusze? W wyniku decyzji FTSE Russell do światowych indeksów włączono ledwie 37 polskich spółek i tylko jedną z nich – bank PKO BP – uznano za spółkę o dużej kapitalizacji. Do grona średnich spółek zaliczono PKN Orlen, PZU, BZ WBK, PGNiG, Pekao, KGHM, mBank, PGE, LPP, CD Projekt, Cyfrowy Polsat, Grupę Lotos i Dino Polska. Pozostałe spółki uznano za małe - Bank Millennium, AmRest, Handlowy, JSW, Alior Bank, CCC, Play, Orange, Azoty, Enea, Tauron, Kernel, Kruk, Asseco Poland, Budimex, Eurocash, Ciech, Energa, PKP Cargo, Bogdanka, GPW, Boryszew i Neuca. Z kolei decyzją Stoxx do grona sześciuset największych spółek w Europie zaliczono osiem polskich podmiotów: Bank Pekao, BZ WBK, CD Projekt, KGHM Polska, LPP, PKN Orlen, PZU i PKO Bank Polski.
To właśnie te firmy mają szansę na dodatkowe zainteresowanie ze strony światowych inwestorów. Potencjalnie, gdyby udział polskich podmiotów w światowych rynkach zrównałby się z udziałem Portugalii, Austrii i Danii, to do Polski powinno napłynąć dodatkowo od 150 miliardów złotych do prawie 1,5 biliona.

A te kwoty robią wrażenie, prawda?
Więc póki co cieszmy się i z prestiżu i z perspektyw, które oby się zrealizowały jak najszybciej.

środa, 19 września 2018

097. Ekonomista na wakacjach, czyli szkockie lekcje ekonomii.

Byłem na wakacjach w Szkocji. Gorąco polecam. I choć większość czasu spędziłem na beztroskim poznawaniu tego wspaniałego kraju, to wróciłem z kilkoma obserwacjami o charakterze ekonomicznym, którymi chcę się z Wami podzielić. Taki ekonomiczny felietonik na koniec wakacji. 


Niewątpliwie Szkocja nie należy do krajów tanich. Litr benzyny bezołowiowej kosztuje od 1,30 do 1,34 funta, czyli ponad 6 złotych, co w moim przypadku miało znaczenie, bo przejechałem w Szkocji ponad 2.200 km. Na szczęście jednak wypożyczalnia samochodów wydała mi lepszy samochód niż zarezerwowałem i była to toyota z silnikiem hybrydowym. Jeżdżąc głównie po bocznych drogach Highlandu (głównych dróg nie ma w tym rejonie) wykręciłem spalanie nieco powyżej 5l/100 km, więc prawdę mówiąc koszt podróży w Szkocji okazał się mniejszy niż w Polsce.

Oszczędny jak Szkot.


Wszyscy wiemy, jaką opinię mają Szkoci. W zasadzie widziałem dwa obszary ich legendarnej oszczędności. Pierwszy to organizacja zajęć w szkołach. Szkockie dzieciaki zaczynają rok szkolny około 20 sierpnia. Mieliśmy więc okazję widzieć grupy uczniów, elegancko ubranych w szkolne mundurki, wracające z zajęć szkolnych, co mroziło krew w żyłach naszych dzieci, przeżywających jeszcze ostatnie dni wakacyjnej laby. Jeden z naszych gospodarzy powiedział nam, że rok szkolny w Szkocji zaczyna się szybciej niż w pozostałej części Wielkiej Brytanii z powodu wcześnie zapadających ciemności w okresie noworocznym. Według niego wówczas uczniowie pozostają dłużej na feriach w domu, dzięki czemu szkoły oszczędzają na rachunkach za prąd.
Drugi to szkockie drogi w Highlandzie, które są tak wąskie, że nie pozwalają na wyminięcie się dwóch samochodów osobowych. Co za oszczędność asfaltu! Ciekawostką jest, że dosłownie co kilkadziesiąt metrów umiejscowione są zatoczki zwane „passing place”. To one pozwalają wyminąć się z samochodami jadącymi w przeciwnym kierunku. To wpływa na tempo jazdy, ale byliśmy na wakacjach a taki sposób jazdy umożliwił zrobienie mnóstwa zdjęć szkockim krajobrazom.

Poza tym Szkotowi chyba trudno jest być oszczędnym. Ceny są dość wysokie. A jak już chce być Szkotem z prawdziwego zdarzenia i ubrać się w tradycyjny szkocki strój ludowy, to trzeba się liczyć z wydatkiem przekraczającym 1.000 funtów. Takie ceny widziałem na wystawie jednego ze sklepów w Edynburdu, a przyznać trzeba, że stosunkowo często spotyka się Szkotów ubranych po szkocku. Może jednak kupują w sieci...

Szkocka oszczędność dla turystów.


Jak już pisałem Szkocja zaskoczyła mnie wydaniem mi lepszego samochodu niż bookowałem. A że była to hybryda, to pozwoliła mi oszczędzić na kosztach paliwa.
Jadąc do Szkocji warto rozważyć zakup biletu Explorer Pass wydawanego przez Historic Environment Scotland i umożliwiającego przede wszystkim bezpłatne wejście do ponad 70 obiektów historycznych w całym kraju. Przede wszystkim, bo są jeszcze dodatkowo benefity typu zniżka na audiobooki, wstępy bez kolejek itp.

Moim zdaniem opłaca się. Rodzinny Explorer Pass w wersji siedmiodniowej (wejścia do poszczególnych obiektów mogą się odbywać w dowolne siedem dni, przypadające w ciągu 14 dni od pierwszego wykorzystania) kosztuje 84 funty. Drogo, ale samo wejście do Edinburgh Castle dla rodziny 2+2 kosztuje 60 funtów. No i unika się długaśnych kolejek do kas biletowych.

Adam Smith

Z oszczędności Szkotów można sobie żartować, ale ten naród wydał ojca współczesnej ekonomii, czyli Adama Smitha, autora „Badań nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”, pierwszej w historii świata (wdanej w roku rok 1776) próby naukowej analizy zjawisk ekonomicznych. Choć samej pracy Smitha zarzuca się błędy metodologiczne, to jednak formułowane przez niego tezy, jak najbardziej obowiązują w dzisiejszym świecie. Smith jako pierwszy użył określenia „niewidzialna ręka rynku”; był zdecydowanym przeciwnikiem ceł, przesadnej roli państwa w gospodarce i wszelkich porozumień monopolistycznych. Za źródło bogactwa uznawał ludzką pracę, ale wyłącznie tę, która stwarza „materialne środki zaspokojenia potrzeb ludzi w społeczeństwie”. Postulował podział pracy, jako środek zwiększania produktywności i nie widział nic złego z szukaniu korzyści indywidualnej przez przedsiębiorców, bo twierdził, że korzyści te zostaną przełożone na korzyści reszty społeczeństwa.

Adam Smith zmarł i został pochowany w Edynburgu. Jego grób znajduje się na cmentarzu przy kościele Cannongate Kirk i „pielgrzymują” do niego różnej maści ekonomiści i kandydaci na ekonomistów. Udałem się tam i ja, choćby dlatego, ze Cannongate Kirk znajduje się w samym centrum Edynburga przy Royal Mile – ulicy łączącej Zamek Edynburski z Pałacem Holyrood. Na miejscu okazało się, że w tym samym czasie co najmniej kilka osób szukało grobowca Adama Smitha, a nie jest to takie łatwe. Zainteresowanym podpowiadam, że należy obejść budynek kościoła z lewej strony i mniej więcej w jednej trzeciej jego długości zaczyna się ścieżka w lewo, która prowadzi do grobu, a dla ułatwienia jest oznaczona znakami, jak na zdjęciu wyżej.

Szkockie wdowy

Jeszcze starszym szkockim osiągnięciem ekonomicznym jest system ubezpieczeń społecznych wprowadzony w 1744 roku w szkockim Kościele Prezbiteriańskim. Chodziło o zapewnienie uposażenia żonom i dzieciom zmarłych pastorów. System został opracowany przez dwóch duchownych Alexandra Webstera i Roberta Wallace’a (nie trzeba być ekonomistą, żeby rozumieć prawa ekonomii i opracować system rentowy !!!!), opierał się ściśle na analizie dostępnych danych demograficznych (w tym pochodzących z Wrocławia) i … działa do dziś. Przynajmniej w pewnym sensie, bo spadkobierczynią funduszu ubezpieczeniowego powstałego z myślą o rodzinach pastorów jest bowiem Scottish Widows, jeden z największych działających na świecie funduszy emerytalnych.

Ciekawostki szkockiej gospodarki

Przebywałem głównie w północnej Szkocji, więc żadnego ośrodka przemysłowego nie widziałem. Widziałem natomiast bankobusy odwiedzające małe szkockie wioski (furgonetki Royal Bank of Scotland, które spełniają rolę mobilnych placówek bankowych) i książkobusy (mobilne biblioteki). Podobno można też spotkać ciężarówki, na których umieszczone są mobilne kina i gabinety dentystyczne (czyli chyba "kinobusy" i "dentobusy"), ale na takie obiekty nie trafiłem. To jest jednak ciekawe, że na mało zaludnionym obszarze północnej Szkocji zapewnione są tego typu usługi świadczone mobilnie, co z pewnością nie jest tanie i gdyby faktycznie Szkotom chodziło o maksymalną oszczędność, to by z nich zrezygnowali.

Problemy na szkockiej prowincji jako żywo przypominają nasze. Oto w miejscowości Portree (jedynym miasteczku na przepięknej wyspie Skye, połączonej z resztą Szkocji mostem drogowym) zobaczyłem baner o treści "Save our hospital". Wg. Wikipedii na Skye'u mieszka 10.000 mieszkańców, których martwią plany władz ograniczenia skali działalności małego, lokalnego szpitala. Zupełnie jak u nas, prawda? 
Szkocja jest znana z produkcji whisky (wiele destylarni jest otwartych dla turystów), rybołówstwa (polecam szkockie ryby i owoce morza) oraz hodowli owiec i krów, które chyba są szczęśliwe mając do swej dyspozycji niczym nieograniczone pastwiska Highlandu. Choć to właśnie z ich udziałem powstaje szkocki przysmak haggis.
Co ciekawe, szkockie banki emitują własne (szkockie) wersje funtów szterlingów, ale muszę przyznać, że nie rzuciło mi się to w oczy. Trochę żałuję, ale podobno nie tak łatwo wymienić te szkockie funty na inną walutę poza granicami Wielkiej Brytanii. Zresztą głównie płaciłem kartą walutową…

Dla turysty, nawet będącego ekonomistą, tyle naprawdę wystarczy.

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście zrobiono podczas tegorocznego wyjazdu do Szkocji.

środa, 9 maja 2018

078. Ekonomiczny Wyścig Pokoju, czyli jak gospodarczo przegonić Czechów?


Jak byłem mały to zawsze 9 maja startował Wyścig Pokoju, największy amatorski wyścig kolarski w Europie Wschodniej, w którym organizatorom równie mocno chodziło o rywalizację sportową, co o „umacnianie przyjaźni między bratnimi krajami: Polską, Czechosłowacją i Niemiecką Republiką Demokratyczną”.

Czasy się zmieniły. Z trzech państw organizujących WP istnieje tylko Polska. Wyścig Pokoju po raz ostatni odbył się w roku 2006. Rywalizacja przeniosła się do innych dyscyplin, w tym do gospodarki. I choć oficjalnie takich zawodów nie ma, to porównujemy się przecież do Czechów, Słowaków i innych sąsiadów, związanych niegdyś z nami „braterską przyjaźnią”, bo startowaliśmy z podobnego poziomu, mając podobne możliwości budowania gospodarki rynkowej.

Jak nam idzie po dwudziestu latach gospodarki rynkowej?

Wzrost gospodarki.


Pod względem wielkości nasza gospodarka jest zdecydowanie większa niż czeska, słowacka i węgierska. Jeżeli jednak przejdziemy na obliczenia per capita (czyli wielkości gospodarki określanej wartością PKB – produktu krajowego brutto – ale przeliczonego na jednego mieszkańca) okaże się, że wyprzedzamy jedynie Węgrów (dane GUS za rok 2016).
PKB na 1 mieszkańca w dolarach USA; źródło GUS

Wprawdzie z tej grupy państw to właśnie Polska szczyci się największym wzrostem procentowym PKB per capita w okresie od 1995 do 2016 (263,1%), ale wartość nominalna tego przyrostu (20.151 USD) jest niższa niż w Czechach (21.022 USD) i na Słowacji (21.990 USD). Czyli mówiąc – utrzymując tempo rozwoju gospodarki, jakie mamy, nie dogonimy tych krajów w wartości PKB przypadającej na mieszkańca. Jakimś pocieszeniem jest, że przegoniliśmy Węgrów…

Co gorsza pod względem PKB per capita zdecydowanie bardziej dynamiczne są kraje bałtyckie, które w komplecie startowały w roku 1995 ze znacznie słabszej pozycji niż Polska, ale dziś Estonia i Litwa są już przed nami, a Łotwa się zbliża…

Światowy ranking konkurencyjności.


W przygotowanym na Światowe Forum Ekonomiczne raporcie poświęconym konkurencyjności gospodarek poszczególnych krajów świata Polska zajęła 36 miejsce (źródło: The Global Competitiveness Report 2016-2017). To nasza najlepsza pozycja w historii – wcześniej plasowaliśmy się poniżej 40 pozycji. Zdecydowanie wyprzedzamy Słowaków i Węgrów zajmujących odpowiednio 65 i 69 miejsce w rankingu) ale daleko nam do Estonii (30 miejsce) i Czech (31 miejsce).

Daleko, bo jeśli przyjrzeć się bliżej dwunastu kryterium stosowanym przez autorów raportu, to nad Czechami i Estonią mamy przewagę tylko w jednym: wielkości rynku wewnętrznego. W jedenastu pozostałych przegrywamy z nimi, a porażka jest szczególnie dotkliwa w takich obszarach jak instytucje, otoczenie makroekonomiczne i wydajność rynku pracy, w których nasi konkurenci uzyskali oceny lepsze o mniej więcej jeden w siedmiostopniowej skali, jaką zastosowano w badaniu.

Co przeszkadza przedsiębiorcom w Polsce?

Autorzy raportu o konkurencyjności nazywają to „najbardziej problematycznymi czynnikami dla prowadzenia biznesu”. Respondenci zostali poproszeni o wskazanie pięciu największych utrudnień dla robienia biznesu w danym kraju i ich uszeregowanie od najbardziej kłopotliwego do najmniej. 

W Polsce największym problemem okazały się przepisy podatkowe. Dla ankietowanych przedsiębiorców to musi być ważne, gdyż czynnik ten uzyskał zdecydowanie najwięcej głosów (20,8%) - o połowę więcej od drugiego w zestawieniu, którym jest restrykcyjne prawo pracy (14,1%). Kolejne czynniki to niestabilność polityczna (12,5%), stawki podatkowe (12,3% - a więc znowu podatki!) i nieefektywna biurokracja (8,7%). Narzekamy na biurokrację, ale wygląda na to, że na tle gąszczu prawa podatkowego i prawa pracy, wcale nie jest tak źle. Zwłaszcza w porównaniu do Republiki Czeskiej.

A co w Czechach i Estonii?

W Czechach jako główny problem wskazano nieefektywną biurokrację (19,7% głosów). Zaskakujące, prawda? Okazuje się, że gdzieś może być gorzej niż u nas. W Czechach głównymi utrudnieniami są także podobnie jak w Polsce przepisy podatkowe (16,0%), niestabilność polityczna (10,6%) i stawki podatkowe (10,0%). Zaskakujący jest jednak czynnik, który w tym niechlubnym zestawieniu zajął trzecie miejsce. Jest nim korupcja, na którą zagłosowało 11,3% respondentów. Dla porównania: w Polsce według ankietowanych to problem marginalny, którzy otrzymał 1,5% głosów!

W Estonii największym problemem są stawki podatkowe (18,2%). Ale kolejne dwie pozycje zajmują czynniki ludzkie: nieadekwatne wykształcenie siły roboczej (17,3%) i niewystarczający potencjał do innowacji (10,2%). Dla odmiany Polska w obu tych obszarach jest liderem wśród krajów naszego regionu. Możliwe, że właśnie te różnice sprawiają, że na Estonię patrzymy jak na kraj zdecydowanie bardziej egzotyczny niż Czechy, Słowacja czy Węgry.

Regionalny czempionat biznesu.


Gdy patrzy się na zestawienie najbardziej problematycznych czynników wpływających na prowadzenie działalności gospodarczej w naszej części Europy widać jak na dłoni, że idealnego miejsca do biznesu nie ma.

Na tle sąsiadów mamy potencjał w ludziach (wykształcenie siły roboczej i potencjał innowacyjny). Mamy minimalną korupcję i stosunkowo niezłą biurokrację. I jest już na czym budować. Oczywiście, widać jak na dłoni, czym przegrywamy: podatkami i prawem pracy. I tutaj potrzebne są zmiany. Zaskakujące jest, że akurat te czynniki są tak dobrze oceniane na Węgrzech. Może w tych obszarach warto pójść węgierską drogą?

Można też zbudować piekło gospodarcze. Składając czeską biurokrację, polskie podatki, estońską edukację pracowników, słowacką korupcję i węgierską niestabilność polityczną.

Ale przecież nie o to chodzi!

Źródła danych:
https://www.weforum.org/reports/the-global-competitiveness-report-2016-2017-1
https://stat.gov.pl/statystyka-miedzynarodowa/porownania-miedzynarodowe/tablice-o-krajach-wedlug-tematow/rachunki-narodowe/

środa, 2 maja 2018

077. Jak świat postrzega polską gospodarkę?


Początek maja obfituje w święta związane z Polską. Dziś Święto Flagi. Jutro rocznica Konstytucji Trzeciego Maja. Doskonała okazja, żeby przyjrzeć się polskiej gospodarce. A konkretnie temu, jak ją widzą zagraniczni przedsiębiorcy. Nie chodzi o to, że ich opinia jest najważniejsza, bo gospodarkę budujemy przede wszystkim dla samych siebie, ale bardzo ciekawe, co myślą o kraju, w którym sami zdecydowali się działać, albo przynajmniej o tym myślą.

Atrakcyjność inwestycyjna.


Punktem wyjścia niech będą wyniki ankiety atrakcyjności inwestycyjnej krajów Europy Środkowo-Wschodniej, przeprowadzanej od trzynastu lat przez International Group of Chambers of Commerce in Poland (IGCC). To organizacja założona w roku 2005 i zrzeszająca obecnie trzynaście działających w Polsce międzynarodowych izb handlowych, reprezentujących ponad 2.000 firm z kapitałem zagranicznym.

Z ankiety przeprowadzonej na początku roku 2018 wśród 1.700 przedsiębiorstw (z tego 300 działających w Polsce), wynika, że trzeci rok z rzędu nasz kraj zajmuje drugie miejsce pod względem atrakcyjności inwestycyjnej. Wyprzedzają nas Czechy. A za nami jest Estonia. Wcześniej, w latach 2013-2015 to Polska była liderem, a Czechy zajmowały drugie miejsce.

Stan polskiej gospodarki oceniany jest pozytywnie: 96,4% respondentów wybrało określenie „dobry” lub „zadowalający”. Jeśli chodzi o perspektywy na przyszłość to 54% ankietowanych uważa, że w obecnym roku stan polskiej gospodarki nie ulegnie zmianie. Jedna trzecia prognozuje, że kolejne miesiące jawią się jako lepsze, a blisko 12% obawia się pogorszenia.


W czym Polska wypada najlepiej?


Za najważniejszy czynnik wzmacniający atrakcyjność inwestycyjną Polski, ankietowani od lat uznają członkostwo w Unii Europejskiej. W roku 2018 czynnik ten osiągnął przeciętną wartość 4,50 (w skali 1-5). Nasze kolejne cztery silne strony związane są z pracownikami. Są to: kwalifikacje pracowników (3,76); wykształcenie akademickie (3,72); produktywność i zmotywowanie pracowników (3,62) oraz jakość i dostępność lokalnych pracowników (3,52), przy czym ocena tego ostatniego czynnika spadła w ciągu roku o 0,09.


A w czym najgorzej?


Wśród pięciu najgorzej ocenionych czynników inwestycyjnych aż cztery dotyczą polityki i administracji. Według ankietowanych najsłabiej jest u nas ze stabilnością polityczną i społeczną, która uzyskała średnią ocenę 2,43. Minimalnie lepiej wypadła przewidywalność polityki gospodarczej (2,44), następnie system i instytucje podatkowe (2,64) i obciążenia podatkowe (2,70). Piątym najniżej ocenionych czynnikiem jest dostępność wykwalifikowanej kadry (2,75).


Co się zmienia na lepsze?


Największą zmianę in plus ankietowani przypisali systemowi kształcenia zawodowego. Wprawdzie ocena bieżąca jest wciąż niska i wynosi 2,88, ale w ciągu roku poprawiła się o 0,21. O 0,20 poprawiła się średnia ocena przewidywalności polityki gospodarczej, dzięki czemu w roku 2018 ten czynnik przestał być najniżej ocenianym. Przedsiębiorstwa biorące udział w badaniu pozytywnie oceniają też zmiany w prawie pracy, ocena jego elastyczności wzrosła w porównaniu z ubiegłoroczną ankietą o 0,14.

A z czym jest coraz gorzej?


Zdaniem ankietowanych przede wszystkim z dostępnością wykwalifikowanej kadry. W porównaniu z rokiem 2017 średnia ocena tego wskaźnika spadła o 0,14. Na niekorzyść Polski działają też rosnące koszty pracy (spadek oceny tego czynnika o 0,13) oraz jakość i dostępność lokalnych pracowników (spadek o 0,09).
A zatem jesteśmy w czołówce, choć wielu z nas ma problem z tym, że Czesi są przed nami. Cieszy wysoka ocena potencjału naszych rodaków: kwalifikacji, wykształcenia i poziomu motywacji. Niestety barierą jest coraz mniejsza dostępność ludzi do pracy. No i ta administracja...