Prostym językiem o ekonomii ...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starożytne pieniądze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starożytne pieniądze. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 lutego 2018

068. Co robili bankierzy w Świątyni Jerozolimskiej?


W najbliższą niedzielę, 4 marca 2018 roku, w kościołach katolickich będzie można usłyszeć fragment Ewangelii św. Jana o tym, jak Jezus wyrzucił ze świątyni jerozolimskiej handlarzy i bankierów. Obecność w świątyni handlarzy wołów, baranków i gołębi nie dziwi. Zwierzęta te były wszak składane w ofierze i trzeba było je skądś wziąć. Ale co w świątyni robili bankierzy? To pytanie jest o tyle zasadne, że we współczesnych świątyniach zdarza się spotykać punkty sprzedaży (choćby czasopism religijnych), ale raczej nie zdarza się, aby na terenie kościoła znajdowała się placówka bankowa, czy choćby bankomat.

O co więc chodziło z tymi bankierami?
Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus przybył do Jerozolimy. W świątyni zastał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas, sporządziwszy sobie bicz ze sznurów, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: «Zabierzcie to stąd i z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!»

Świątynia w Jerozolimie.

Świątynia Jerozolimska, o której mowa w przytoczonym fragmencie Ewangelii, została oddana do użytku ok. 20 roku przed naszą erą. Została wybudowana przez Heroda Wielkiego, znanego w naszych czasach przede wszystkim z rzezi niewiniątek. Poza tym dramatycznym wydarzeniem Herod Wielki miał ogromne zamiłowanie do wielkich projektów i jednym z nich było właśnie wybudowanie świątyni w Jerozolimie. Herod zbudował ją z typowym dla siebie rozmachem, wywołując powszechny podziw zarówno z powodów historycznych (powstała świątynia nawiązująca do legendarnej świątyni króla Salomona), jak i architektonicznych (w Talmudzie można znaleźć zdanie „Ten, kto nigdy nie widział świątyni Heroda, nigdy w swym życiu nie widział wspaniałej budowli”). Ewidentnie więc Świątynia robiła wrażenie.

W czasach Chrystusa świątynia była niezwykle sławna, ale jeszcze stosukowo młoda, co tylko umacniało jej popularność jako miejsca pielgrzymkowego. Tym bardziej, że zgodnie z żydowskimi przepisami każdy mężczyzna raz w roku miał obowiązek udać się do Świątyni Jerozolimskiej i złożyć ofiarę.

Kto pielgrzymował do Jerozolimy?

Oczywiście wyznawcy Jahwe. Sęk w tym, że tylko pewna część Żydów zamieszkiwała tereny Palestyny, a ci akurat byli raczej ubodzy. Palestyna za czasów Chrystusa była rejonem biednym o bardzo wysokim bezrobociu. Nawiasem mówiąc właśnie zakończenie budowy Świątyni było jednym z powodów poważnego kryzysu ekonomicznego. Przez wiele lat Herod dawał zatrudnienie tysiącom żydowskich robotników i to się nagle skończyło. Nie można więc było specjalnie liczyć na hojność palestyńskich pielgrzymów, którzy na co dzień z trudem wiązali koniec z końcem.

Do Jerozolimy przybywali także Żydzi spoza Palestyny zamieszkujący wszystkie krainy ówczesnego świata antycznego. Tych dla odmiany charakteryzowało bogactwo. Sama podróż była kosztowna, więc wybierali się w nią bardziej zamożni. A posługiwali się oczywiście monetami krajów, z których pochodzili. I tu rodzi się uzasadnienie dla obsługi finansowej pielgrzymów spotęgowanej dodatkowo przez żydowskie przepisy religijne.

Pieniądze w czasach Jezusa.

Współczesnemu człowiekowi wyda się to dziwne, ale jedyną monetą urzędową, jaką można było opłacić podatek świątynny, była moneta żydowska. Wynikało to z biblijnego zakazu umieszczania gdziekolwiek wizerunków ludzi i zwierząt. Nie można więc było wpłacić do skarbca świątyni monety, na której uwidoczniony byłby człowiek albo zwierzę, a to było standardem monet pogańskich, które absolutnie dominowały w ówczesnych rozliczeniach finansowych.

Za czasów Chrystusa Palestyna znajdowała się pod okupacją Rzymian, którzy narzucili Żydom własny system monetarny. Jego wizytówką był denar, którym opłacano rzymski podatek pogłówny. Denar nie nadawał się jednak do płatności na rzecz świątyni z powodu występującego nań wizerunku Cezara. Wiemy to choćby z ewangelicznej sceny w której Żydzi pytali Jezusa o rzymskie podatki.
Żydzi mieli prawo bicia własnych monet, ale pod ścisłą kontrolą władz rzymskich. Uprawnienie to dotyczyło jedynie drobnych monet z brązu i było przejawem politycznej i ekonomicznej mądrości Rzymian. Monety srebrne Rzymianie transportowali z Rzymu albo samodzielnie bili na miejscu. Monety brązowe, które nie miały znaczenia dla polityki pieniężnej państwa, pozwolono bić Żydom i projektować je według ich uznania. Dzięki temu mieszkańcy Palestyny mieli dostęp do monet o niewielkiej wartości, które wystarczały dla większości lokalnych rozliczeń handlowych. A że tłoczono na nich głównie motywy roślinne, monety te były akceptowane przez władze świątynne.

W obiegu powszechnie występowały też greckie drachmy, fenickie miny (zauważmy, że są to monety, o których mowa w Nowym Testamencie) i tyreńskie zuzimy. Ich obecność w Palestynie wynikała z aktywności handlowej Greków i Fenicjan oraz położenia geograficznego kraju, ale dla Żydów miały tę samą wadę, co rzymskie denary: umieszczono na nich niedozwolone wizerunki.

Bankierzy Świątyni Jerozolimskiej.

Stoły bankierskie były więc rodzajem kantorów, w których można było wymienić monety niedozwolone na te, którymi można było się posługiwać w Świątyni. Wszystko to oczywiście wygląda trochę dziwnie. Moneta była niewłaściwa w kasie świątynnej albo u sprzedawcy zwierząt ofiarnych, ale po sąsiedzku – u bankiera – wszystko z nią było w porządku. Ale takie to były czasy…

Pamiętajmy, że przy wymianie należało nie tylko orientować się co do miejsca pochodzenia monety, ale też ocenić jej wartość. A to nie było tak proste jak w dzisiejszych czasach. Nie było kursów walutowych, wzorców pieniądza i urządzeń wykrywających fałszywki. Poszczególne serie tych samych monet mogły różnić się zawartością metali szlachetnych. Co więcej stosunkowo często zdarzało się odpiłowywanie krańców monet kruszcowych. Działalność bankierów była więc z jednej strony potrzebna, a nawet do pewnego stopnia szanowana. Jak pisze Henri Daniel-Rops: "właściciele kantorów mieli opinię ludzi przezornych i ostrożnych, doskonale znających się na interesach."

"Bądźcie roztropni jak ci, co wymieniają monety, którzy potrafią sprawdzić wartość każdego pieniądza i odróżnić fałszywy od dobrego". Klemens Aleksandryjski "Stromata I"

Niewątpliwie działalność ta przynosiła im ogromne zyski. Dla bankierów okres tuż przed Świętem Paschy, gdy do Jerozolimy przybywały szczególnie wielkie tłumy, był jak żniwa. Dlatego zapewne bezpardonowo walczyli o klientów. Robiąc to w przededniu najważniejszego święta w roku i w obrębie Świątyni Jerozolimskiej musieli po prostu przesadzić. I to tak wzburzyło Jezusa, że ich z niej wygonił.

Bank w świątyni - normalka w starożytności.

Działalność bankowa w świątyniach - tak zaskakująca dla nas - dla starożytnych nie była niczym dziwnym. Świadczy o tym choćby reakcja żydowskich kapłanów: oni żądają wyjaśnień od Jezusa, w ogóle nie zwracając uwagę na niestosowność zachowań kupców i bankierów.
Można by oczywiście snuć przypuszczenia, że kapłani mieli udział w zyskach z transakcji handlowych przeprowadzanych w świątyni. To całkiem możliwe, choć nigdzie nie znalazłem wzmianki na ten temat. Natomiast z całą pewnością podobne kantory wymiany walut działały powszechnie w starożytnych świątyniach. Pisze o tym Piotr Niczyporuk w swojej pracy "Bankierzy i operacje bankierskie w starożytnym Rzymie" w rozdziale poświęconym miejscom prowadzenia działalności bankowej. Jeżeli więc usługi finansowe prowadzone były w świątyniach poświęconym rzymskim bogom, to musiały się też sprawdzać w Świątyni Jerozolimskiej. W obu przypadkach skoro był popyt, pojawiła się i podaż.



Bibliografia:
Henri Daniel-Rops "Życie codzienne w Palestynie w czasach Jezusa".
Piotr Niczyporuk "Bankierzy i operacje bankierskie w starożytnym Rzymie".

U góry zamieściłem reprodukcję obrazu El Greco "Wyrzucenie kupców ze świątyni". Oryginał znajduje się w National Gallery w Londynie.
W sekcji "Pieniądze w czasach Jezusa" przedstawiłem kolejno od góry (źródło wikipedia.org):
  • żydowską monetę pół szeklową, bitą w latach 66-70 n.e.
  • rzymskiego denara Oktawiana Augusta, bitego w latach 27 p.n.e. - 14 n.e.
  • srebrną grecką drachmę, bitą w latach 130-125 p.n.e.

środa, 4 października 2017

047. Ekonomia w Ewangelii: talenty i denary.

Współczesnym ludziom może wydawać się, że Ewangelia i ekonomia nie mogą mieć ze sobą nic wspólnego. Przecież Ewangelia to rzecz boska, a ekonomia co najwyżej cesarska. Jednak przypowieści, które można znaleźć na kartach Nowego Testamentu, są zwykle mocno osadzone w „realiach epoki”, a te obejmują przecież także zagadnienia ściśle ekonomiczne: prawo własności, wartość pieniądza, podatki…

W niedzielę, 17 września 2017, w kościołach katolickich można było usłyszeć przytoczony poniżej fragment Ewangelii św. Mateusza, zdecydowanie największego „ekonomisty” pośród ewangelistów. Zanim stał się apostołem był celnikiem (poborcą ceł i podatków na rzecz rzymskich okupantów) i pracował w Kafarnaum (jednym z większych ośrodków handlu ówczesnej Palestyny). Miał więc mnóstwo okazji, aby ekonomię poczuć na własnej skórze. Niewykluczone, że właśnie dlatego w Ewangelii jego autorstwa znajdujemy najwięcej ekonomicznych odniesień. Choć ikonografia prezentuje go, jako osobę spisującą słowa dyktowane mu przez anioła...

Piotr zbliżył się do Jezusa i zapytał: Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? Jezus mu odrzekł: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał rozliczyć się ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać. Wtedy sługa upadł przed nim i prosił go: Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam. Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: Oddaj, coś winien! Jego współsługa upadł przed nim i prosił go: Miej cierpliwość nade mną, a oddam tobie. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. Współsłudzy jego widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego wezwał go przed siebie i rzekł mu: Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą? I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu. (Mt 18,21-35)

„Ekonomiczna” część przypowieści wydaje się bardzo prosta. Oto król zwalnia swojego sługę z obowiązku spłaty dużego długu (10.000 talentów), a ten w następnej scenie pozostaje nieugięty w sprawie odzyskania małego długu (100 denarów) od swojego współsługi. Nie wiemy na pewno, czy było to umorzenie długu czy odroczenie terminu spłaty. Nie mniej jednak relacja wartości tych długów musiała być na tyle ogromna, że postępowanie sługi wywołało ogólne wzburzenie, o całym wydarzeniu doniesiono królowi, a ten błyskawicznie zmienił swoją pierwotną decyzję, a nawet ją zaostrzył („kazał wydać go katom”, cokolwiek to znaczy). Relacja ogromna, czyli jaka?

Jak się ma 10.000 talentów do 100 denarów ?

1 talent to 26,12 kg srebra i jednocześnie 6.000 drachm. Drachma to moneta grecka, a denar jest rzymski. Grecki i rzymski systemy monetarne w ogóle do siebie nie przystawały, ówczesnych „kursów walutowych” nikt nie ewidencjonował a dodatkowym problemem jest, że poszczególne monety bite w różnych latach mogły mieć różną zawartość srebra, która faktycznie decydowała o ich wartości. Mimo to pobawmy się w ustalenie wzajemnego kursu tych walut.

„Rzymski system monetarny był uporządkowany odgórnie od połowy II wieku p.n.e. Miał dwie podstawowe jednostki: złoty aureus (7,79g) i sredrny denar (3,89g). Źródło: www.podkop.com.
„Greckie monety były oparte na systemie szóstkowym, to znaczy dzieliły się przez 6, a nie jak w znanym nam systemie dziesiętnym przez 10”. Źródło: www.podkop.com.

Skoro 6.000 drachm = 26,12 kg srebra to 1 drachma = 4,35 g srebra. Jeśli obie waluty mamy wyrażone w srebrze to przez proporcję dochodzimy do relacji 1 drachma = 1,118 denara.

Więc 1 talent był wart 6.709 denarów. Teraz możemy przeliczyć oba długi na tę samą walutę i wychodzi nam: większy 67 milionów denarów; mniejszy 100 denarów. No to faktycznie negatywny bohater przypowieści musiał być mega szczególarzem: podarowano mu 60 milionów a ścigał kolegę za ledwie stówę. Ale ile to było warte?

Ekonomiczne pantha rei.

Teraz dopiero się zacznie. Żeby przeliczyć pieniądze starożytne na współczesne musielibyśmy znaleźć coś, czego wartość była niezmienna przez dwa tysiące lat. A trwałych nośników wartości nie ma! Nawet jeśli weźmiemy czasy nam współczesne to się okaże, że wartość dolara, dniówki robotnika, kilograma złota czy hektara ziemi ornej jest zmienna w czasie. Więcej: nawet w tym samym czasie w różnych miejscach może się różnić. To zależy od podaży i popytu, ale także od zasobności ludności, sytuacji politycznej, zmian klimatycznych, dostępnych technologii, odkryć geograficznych, alternatywnych możliwości i wielu innych czynników, których przez dwa tysiące lat mieliśmy bez liku.

Przyjmijmy, że względnie stabilnym nośnikiem wartości jest srebro. To bardzo umowne założenie – wiem. Niby wartość metali szlachetnych jest stosunkowo stała (nie korodują, od wieków to właśnie w nich gromadzono majątek), ale prawdą jest też, że co roku metali szlachetnych jest coraz więcej w obrocie (kopalnie pracują pełną parą), a ich faktyczna wartość i tak zależy od bieżących okoliczności (worek złota to marzenie wielu, ale na Titaniku jego posiadanie stawało się problemem, bo przeszkadzało zająć miejsce w szalupie).

Piszę to dlatego, że cokolwiek nie wyjdzie nam w obliczeniach, można będzie podważyć. Ale mimo to policzmy….

Talenty i denary w złotych polskich

Srebro w tych obliczeniach ma tę zaletę, że wiemy ile go było w talentach, ile w denarach i jaka jest jego bieżąca wartość w złotych.

Dzisiejsza cena srebra to ok. 1,74 zł za gram.
Talent miał 26,12 kg srebra, więc jego dzisiejsza wartości to 45.448,80 zł.
Denar miał 3,89 g srebra więc jego dzisiejsza wartość to 6,77 zł.

Teraz już wiemy, że król darował dług o wartości 454.880.000 zł, a sługa był brutalny wobec dłużnika, który miał mu zwrócić ledwie 677 zł. Te liczby tak się od siebie różnią, że szkoda słów...

Lubię matematykę, więc bardzo mi  się podoba takie ewangeliczne liczenie. Pewnie nie jest potrzebne, aby zrozumieć przesłanie analizowanej przypowieści: darowano Wam wiele, więc się nie wykłócajcie o grosze. W tym przypadku liczby jednak pozbawiają złudzeń i pozwalają rozumieć przypowieść tak, jak musiał rozumieć ją Piotr, Mateusz i inni. A Wy co o tym sądzicie?

Fajna strona podkop.com.

Ten post nie miałby powyższej postaci, gdyby nie lektura artykułów na stronie www.podkop.com i mailowa konsultacja z ich autorką – panią Beatą Mazurek. Wszystkim zainteresowanym związkami treści biblijnych z faktami historycznym bardzo polecam tę stronę. W szczególności artykuł o pieniądzach występujących w Biblii, który znajdziesz TUTAJ.

A Pani Beacie, jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję.