Prostym językiem o ekonomii ...

piątek, 16 grudnia 2016

005. Dlaczego nie wolno fałszować pieniędzy ?


Oczywiste jest, że nie wolno, prawda ? Nawet ci, którzy nigdy nie studiowali prawa, albo nigdy nie mieli w ręku Kodeksu Karnego wiedzą, że fałszowanie pieniędzy jest zabronione. I mają rację, bo w artykule 310 Kodeksu Karnego możemy przeczytać, że:
§ 1. Kto podrabia albo przerabia polski albo obcy pieniądz, inny środek płatniczy albo dokument uprawniający do otrzymania sumy pieniężnej albo zawierający obowiązek wypłaty kapitału, odsetek, udziału w zyskach albo stwierdzenie uczestnictwa w spółce lub z pieniędzy, innego środka płatniczego albo z takiego dokumentu usuwa oznakę umorzenia, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5 albo karze 25 lat pozbawienia wolności.
§ 2. Kto pieniądz, inny środek płatniczy lub dokument określony w § 1 puszcza w obieg albo go w takim celu przyjmuje, przechowuje, przewozi, przenosi, przesyła albo pomaga do jego zbycia lub ukrycia, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
§ 4. Kto czyni przygotowania do popełnienia przestępstwa określonego w § 1 lub 2, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Powyższy artykuł brzmi bardzo stanowczo: pozbawienie wolności na nie mniej niż 5 lat za „podrobienie lub przerobienie”, co najmniej rok pozbawienia wolności za „puszczenie w obieg” lub pomoc i nie mniej niż trzy miesiące za same przygotowania. Wprawdzie pominięty przeze mnie §3 mówi o nadzwyczajnym złagodzeniu kary w przypadku czynu „mniejszej wagi”, ale obiektywnie rzecz biorąc grożące kary są srogie.
Dlaczego ? Czy chodzi tylko o to, że byłoby nieuczciwe wyprodukować sobie stówkę, podczas gdy inni muszą na nią pracować na przykład przez cały dzień ? A może chodzi o to, że puszczony w obrót fałszywy pieniądz, jeśli zostanie wykryty przepadnie i będzie to bezpośrednia strata jego ostatniego posiadacza ?
Nie ! Skutki fałszowania pieniędzy mogą być o wiele poważniejsze.
Dzieciom w podstawówce wyjaśniłem to tak: wyobraźmy sobie, że nieświadomy prawa chłopiec „wyprodukował” sobie sto złotych, udał się do sklepu i kupił pudełko klocków Lego. Ponieważ klocki podobały się  kolegom z jego klasy postanowił zrobić im przyjemność i wyprodukował dla nich po jednym banknocie stuzłotowym. Udali się więc całą klasą do sklepu na zakupy, a że był to mały sklepik nie było w nim aż tak dużej liczby klocków. Właściciela sklepu zaintrygowała jednak duża liczba chętnych na klocki. „Może cena jest za niska?” – pomyślał i podniósł ją do dwustu złotych. Ale dla przyjaciół naszego bohatera nie był to problem: po kilkudziesięciu minutach każdy z nich posiadał już dwa fałszywe banknoty stuzłotowe i znowu byli gotowi do zakupu. Wówczas sprzedawca mógłby ustalić cenę na pięćset złotych. Ale chłopcy mogliby wtedy wyprodukować kolejne banknoty…
Ta historyjka pokazuje, jak łatwo w krótkim czasie można by zniszczyć bezpowrotnie misterną równowagę pomiędzy wartością pieniądza a wartością klocków Lego. A przecież za pieniądze nie kupuje się tylko zabawek, lecz także żywność, lekarstwa i odzież. Ich ceny także by zwariowały, a to już miałoby ogromne znaczenie dla wszystkich – ich rynek przestałby istnieć.
Można też sobie wyobrazić, że bohaterami tej historyjki nie są „nieświadomy prawa chłopiec” i jego przyjaciele, lecz zdeterminowana grupa przestępcza, która świadomie zarządza puszczaniem w obieg ogromnej ilości fałszywego pieniądza i wówczas nie wygląda to już tak infantylnie, prawda ?
Niestety, fałszerstwa pieniędzy się zdarzają. To właśnie dlatego współczesne pieniądze mają coraz lepsze zabezpieczenia, kasjerzy przechodzą specjalistyczne szkolenia, a gdy mają wątpliwości pieczołowicie badają otrzymywane banknoty. Według statystyk policji (źródło: www.statystyka.policja.pl) w ostatnich liczba wykrytych przestępstw przeciw art. 301 KK waha się rocznie od 6.138 (w roku 2011) do 17.419 (w roku 2000).
Więc zachowaj ostrożność! I pod żadnym pozorem nie podrabiaj pieniędzy !!!

sobota, 10 grudnia 2016

004. Pieniądz lepszy. Pieniądz gorszy.


Zauważyłeś, że pieniądze o tym samym nominale znajdujące się w obiegu wcale nie wyglądają tak samo ? No to porównaj te dwa banknoty stuzłotowe…
Oba możesz mieć w swoim portfelu. Oba są autentyczne. Oba są warte tyle samo. Ale nie są identyczne.
Więc wygląd nie ma znaczenia. Ani rozmiar. Nie ma, bo oba reprezentują tę samą wartość – są jednolite - co gwarantuje emitent pieniądza, czyli w przypadku tych banknotów Narodowy Bank Polski.
Ale nie zawsze tak było.
W czasach, w których nie było banków emisyjnych, wartość pieniądza wynikała z wartości kruszcu użytego do ich produkcji. Szczerozłota moneta o wadze 10 gramów była dwa razy więcej warta od złotej monety o wadze 5 gramów. Gdy władcy kończyły się monety, a wciąż chciał je wciąż wydawać na swoje potrzeby, mógł zlecić bicie kolejnych monet z zapasów złota, które posiadał. Ale co mógł robić, jeśli zapasy kruszców były na wyczerpaniu ? Wówczas dokonywano drobnego oszustwa: nowo bite monety zawierały domieszki nieszlachetne. Niby wyglądały tak samo, tyle samo ważyły, mogła być na nich ta sama, piękna podobizna naszego władcy, te same górnolotne napisy i ten sam nominał, ale faktycznie warte były mniej, bo do ich produkcji użyto mniejszej ilości złota.
Mieliśmy wówczas w obiegu dwa rodzaje pieniądza o tej samej wartości nominalnej: ten starszy szczerozłoty i ten nowszy trochę udawany. Pozornie warte tyle samo (tak mówił nominał), ale jednak o różnej zawartości metali szlachetnych.
Czy to było do wykrycia ? Oczywiście. Przez ważenie, mierzenie, nadgryzanie czy zanurzanie ich w przeróżnych cieczach można było wykryć, że wyglądające tak samo monety są w gruncie rzeczy różne. Mieliśmy więc pieniądz lepszy i gorszy.
I teraz pytanie: masz w kieszeni dwie monety: lepszą (szczerozłotą) i gorszą (z domieszkami innych metali) o tej samej wartości nominalnej. Właśnie kupujesz obiad i masz zapłacić jedną monetę. Której się pozbędziesz a którą zostawisz dla siebie ? Oczywiście zostawisz sobie lepszą. W ten sposób przyczynisz się do tego, że pieniądz gorszy wyprze pieniądz lepszy. Pieniądz lepszy będzie służył do gromadzenia oszczędności, transakcji zagranicznych, czy ewentualnie do przetopienia go dla celów jubilerskich. A obrót krajowy zostanie zdominowany przez ułomne, monety o faktycznie mniejszej wartości kruszczowej.
Nie miej jednak wyrzutów sumienia. Postąpiłeś rozsądnie i co najważniejsze zgodnie z prawem opisanym przez Mikołaja Kopernika w dziele z roku 1526 zatytułowanym „Monetae cudente ratio” (O sposobie bicia monety), znanym obecnie jako prawo Kopernika-Greshama. Polak Mikołaj Kopernik (1473-1543) i Anglik Thomas Gresham (1512-1579) mniej więcej w tym samym czasie doradzali swoim władcom w zakresie, który dziś nazwalibyśmy polityką monetarną i doszli do podobnych wniosków: że pieniądze o tym samym nominalne znajdujące się w obiegu winny być takie same.
Dziś nie mamy tego typu dylematów, ale to nie znaczy, że prawo Kopernika-Greshama nie działa. W  latach osiemdziesiątych w Polsce mieliśmy słaby pieniądz, który stosunkowo szybko tracił na wartości. Wówczas wiele osób trzymało swoje oszczędności w walutach uznawanych jako lepsze czy bardziej stabilne: dolarach amerykańskich lub markach niemieckich. I znowu stojąc w obliczu wydatku, gdy mogli podjąć decyzję, czy zapłacić pieniądzem lepszym (zagranicznym), czy gorszym (krajowym), tak długo jak mogli wybierali ten gorszy, po to, aby oszczędności trzymać w pieniądzu lepszym.
Dla porządku zaznaczę, że ekonomiści uważają, że postępowanie takie jest zgodne nie tyle z prawem Kopernika-Greshama, co prawem odwrotnym, ale w praktyce to nie ma znaczenia. Liczy się rozsądek, który w finansach jest bardzo ważny.

niedziela, 4 grudnia 2016

003. Dlaczego współczesne pieniądze mają takie nominały.


Dlaczego w ogóle pieniądze mają nominały ?
Bo ciekawą cechą pieniądza jest jego podzielność. Czyli nie sprawdziłby się system pieniężny, w którym obowiązywałaby jedna niepodzielna jednostka. I to nie ma znaczenia, czy tą jednostką byłoby coś, co przypomina dzisiejszy pieniądz (np. moneta nazywana „denarem”) czy jakiś przedmiot (np. „gęś”). Wyobraźmy sobie kraj, w którym płaci się tylko monetami o nazwie „denar” albo tylko gęśmi. Zawsze mogłaby powstać sytuacja, w której inny przedmiot miałby wartość pół denara albo ćwierć gęsi. I jak byśmy zapłacili ?
Mamy więc współczesne pieniądze, które są podzielne. Złoty dzieli się na 100 groszy; Dolar na 100 centów itd. Najmniejszy nominał jest tak mały, że już dalszy podział nie miałby sensu, ale wystarczający, żeby zapłacić za nawet stosunkowo małowartościowe przedmioty czy usługi.
Najmniejszy nominał ma tę cechę, że można nim zapłacić każdą kwotę, ale posługiwanie się wyłącznie nim byłoby problematyczne. Weźmy polskie grosze. 1 grosz waży 1,64 g. Gdybyśmy więc chcieli zapłacić samymi jednogroszówkami za  słodką bułkę wartą 1 złoty musielibyśmy mieć sto monet jednogroszowych, które ważyłyby 164 gramy. Taki sobie mały woreczek, który można dostać w bankach, i który mieści się w kieszeni. Ale już zakup laptopa o wartości 2.000 złotych wymuszałby na nas przygotowanie jednogroszówek o wadze 328 kg. Czyli do sklepu trzeba by się wybrać z grupą przyjaciół. Zapłata jednogroszówkami za samochód osobowy o wartości 50.000 zł wymagałby już wynajęcia ciężarówki, bo trzeba by przewieźć 8,2 tony monet. Absurd, zresztą popatrzcie na tabelkę:

Przedmiot
kwota w PLN
liczba jednogroszówek
waga jednogroszówek  w gramach
waga jednogroszówek w kilogramach
Bułka
1
100
164
0,164
Pizza
20
2 000
3 280
3,3
Laptop
2 000
200 000
328 000
328,0
Samochód osobowy
50 000
5 000 000
8 200 000
8 200,0
Mieszkanie
400 000
40 000 000
65 600 000
65 600,0


Mamy więc różne nominały. W Polsce od jednego grosza do dwustu złotych. Można więc zapłacić bez konieczności tachania dużych ciężarów. Można zresztą jeszcze dokonać zapłaty pieniądzem elektronicznym, czyli przelewem (który nie ma wagi) albo plastikowym, czyli kartą bankową (moja ulubiona karta waży 4 gramy – przed chwilą ją zważyłem). Na monetach i banknotach występują jednak tylko nominały związane z wartościami 1, 2, 5 i 10. Czy zastanawialiście się dlaczego ?

1 to proste: to owa najmniejsza wartość zapewniająca wyrażenie każdej kwoty.

10 ? Funkcjonujemy w systemie dziesiętnym, więc obecność 10 jest niejako naturalna.

Ale dlaczego 2 i 5 ? Oczywiście 10 jest podzielne przez 2 i 5. Ale to nie wszystko. Jest jeszcze jedna ciekawa cecha tej pary cyfr. Otóż przy pomocy kombinacji dwójek i piątek można wyrazić każdą liczbę całkowitą większą niż 3. Czyli mając w portfelu tylko dwójki i piątki zapłacę każdą pełną kwotę od 4 do plus nieskończoności. Nie wierzysz ? To popatrz:

Bez problemu kombinacją dwójek i piątek zapłacę 4. Na stole lądują dwie dwójki.

Żeby zmienić 4 na 5, chowam te dwie dwójki z powrotem do portfela i wyjmuję jedną piątkę.

Żeby zapłacić 6, zabieram piątkę i wykładam w jej miejsce trzy dwójki.

Następnie: chowam dwie dwójki i wykładam jedną piątkę. Mam więc w sumie 7.

Zaczynasz rozumieć zasadę ? Albo chowam dwie dwójki i wyciągam piątkę, albo chowam piątkę i zastępuję ją trzema dwójkami. Zawsze w ten sposób powiększę sumę na stole o 1. I mogę tak w nieskończoność. Byleby tylko nie zabrakło monet w moim portfelu.

Nawiasem mówiąc powyższe rozumowanie to dowód przeprowadzony zgodnie z zasadami indukcji matematycznej. Bo finanse to też matematyka !

czwartek, 1 grudnia 2016

002. Pieniądz.


Nie byłoby finansów, gdyby nie było pieniądza. Warto więc zacząć od niego.
Oczywiście handel jest starszy niż pieniądz. Od zarania dziejów ludzie wymieniali między sobą przedmioty. Najpierw te znalezione, potem również wyprodukowane. Z czasem w społecznościach ludzkich znaczenia nabrała specjalizacja: o ile początkowo ten sam człowiek produkował broń a potem polował z jej użyciem, to w późniejszym okresie bardziej optymalne dla społeczności było, że jeden osobnik zajmował się produkcją broni a inny polowaniem. Obaj niejako byli specjalistami w swoich dziedzinach a owoce ich specjalizacji podlegały wymianie (ja Tobie udostępnię broń, a Ty mi przyniesiesz część upolowanej zwierzyny). Taki handel nazywamy barterem (przedmiot za przedmiot).

Handel barterowy niósł jednak ze sobą pewne ograniczenia. Przede wszystkim między stronami transakcji musiała wystąpić zbieżność potrzeb, czyli mniej więcej w tym samym czasie producent łuku musiał mieć ochotę na mięso, a myśliwemu akurat brakowało broni. Niektóre przedmioty miały na tyle wąskie zastosowanie albo na tyle nietypową charakterystykę, że było bardzo trudno ustalić ich wartość w relacji do innych przedmiotów, z których człowiek korzystał częściej. Wartość przedmiotów w czasie też była zmienna. Kłopotliwa była też wymiana handlowa na większe odległości, gdyż wiązała się z dużym wysiłkiem przy transporcie.

Dlatego ludzie zawsze poszukiwali środka uniwersalnego, który sam sobą reprezentowałby wartość. Który byłby powszechnie akceptowalny, który byłby jednolity, względnie trwały i którego można by dzielić na mniejsze wartości.

Tak właśnie powstał pieniądz.

A czym jest? Przede wszystkim powszechnie akceptowalnym środkiem wymiany, który pozwala także na prowadzenie kalkulacji (np. opłacalności przedsięwzięć) i gromadzenie bogactwa.

I dzięki niemu istnieją finanse.

niedziela, 27 listopada 2016

001. Post pierwszy: finanse są proste.


Z finansami jest jak z matematyką. Lepiej je rozumieć.
Chcemy, czy nie chcemy, żyjemy pośród zjawisk ekonomicznych a finanse krążą wokół nas, mając wpływ na nas i na nasze życie. Lepiej jest więc mieć je po swojej stronie. A przynajmniej poznać je na tyle, aby rozumieć, co się dokoła nas dzieje i jak to może oddziaływać na nas samych.

W mediach, internecie i rozmowach prywatnych finanse goszczą stosunkowo często. Półki w księgarniach uginają się od podręczników. Każdy z nas może wybrać się do banku czy innej instytucji finansowej i porozmawiać o nurtującym nas problemie. Musi jednak czegoś brakować, skoro tak często spotykamy narzekania na brak powszechnej edukacji finansowej czy szerzej ekonomicznej. Tym czymś jest pewna bazowa wiedza, która pozwoli nam ocenić to, co widzimy w mediach, czytamy w prasie, czy słyszymy od legendarnego doradcy bankowego. Wiedza, która pozwoli nam poczuć się bezpiecznie.

To prawda, że w szkołach generalnie nie ma przedmiotu „finanse”. Także prawdą jest, że stosunkowo niewielka część społeczeństwa skończy studia ekonomiczne. Jeszcze mniej osób pracuje czy będzie pracować w instytucjach finansowych. Ale każdy jest w stanie opanować wiedze o finansach na poziomie zapewniającym owo bezpieczeństwo.
W tym miesiącu minęło dwadzieścia lat mojej pracy w bankowości. Zacząłem jako Opiekun Klienta Korporacyjnego, jednak z czasem powierzono mi stanowiska kierownicze. Właśnie wtedy zrodziła się moja pasja: przygotowanie i prowadzenie szkoleń. A jako, że lubię wystąpienia publiczne, to wielokrotnie wychodziłem z moimi szkoleniami poza bank i dziś mam na koncie zarówno wykłady dla studentów ekonomii, jak i uczniów szkół podstawowych. Jedni i drudzy byli zadowoleni.
Postanowiłem, żeby moją okrągłą rocznicę pracy uczcić założeniem tego bloga. Bloga, w którym chcę prostym językiem opowiadać o finansach. Będę miał wielką satysfakcję, jeśli znajdą się czytelnicy, którym spodoba się ta prostota.

Bo tak naprawdę finanse są proste.