017. Jak zrobić dzieciom prezentację z trudnej dziedziny?

Posted by Mariusz Wdowiak on środa, marca 08, 2017 with No comments

Pisząc posty 014 i 015 musiałem odświeżyć sobie bardzo miłe dla mnie wspomnienie spotkania ekonomisty z dziećmi klas trzecich szkoły podstawowej. Idąc na to spotkanie miałem całkiem spore doświadczenia z wystąpień publicznych oraz pewne przygotowanie w zakresie postępowania z pokoleniem Y (ale raczej chodzi o dwudziesto-trzydziestolatków). Spotkanie z czterdziestką dziewięciolatków w kilku aspektach mnie zaskoczyło, nie mniej jednak odważę się zdefiniować kilka zasad, które moim zdaniem są istotne dla powodzenia takich spotkań.

Na początku jedna uwaga bazowa: dzieci nie wiedzą, że coś jest trudną dziedziną. Inaczej: dla dzieci naturalne jest, że coś jest trudne, ale to ich nie zraża, bo one cały czas zajmują się zgłębianiem spraw, w których nie mają wiedzy i doświadczenia. Więc nie ma sensu zaczynać od „opowiem Wam o bardzo skomplikowanym temacie”, nawet jeśli jest nim chirurgia naczyniowa. Ale do rzeczy:

Praktyka (zabawa) zamiast teorii.


Teorii nie da się całkiem wykluczyć, ale na spotkaniu z dziećmi ona nie jest najważniejsza. Najważniejsze jest doświadczanie. A dzieci przyzwyczajone są do doświadczania poprzez zabawę. No więc przygotujmy im zabawę. Najlepiej mocno odnoszącą się do tego, co robią dorośli. Zabawę, która poprowadzi dzieciaki drogą, którą chcesz je poprowadzić, do wniosków, do których chcesz je doprowadzić.

Opowiedz historyjkę.


Dla dzieci to absolutnie naturalne, że dorośli im opowiadają. Więc dobrze odnajdują się w roli słuchaczy. Oczywiście opowieść musi być interesująca, musi zaskakiwać i najlepiej, aby słyszały ją po raz pierwszy. Nawet w najpoważniejszych dziedzinach istnieją anegdoty i ciekawostki, o których można tak opowiedzieć, że dzieci będą słuchać z zainteresowaniem. Trzeba tylko je odnaleźć.

Moduły.


Zakończ zagadnienie zanim dzieci się znudzą. Potem możesz zacząć kolejne, ale już inne, inaczej opowiedziane, budzące inne emocje. Dzieci nie wytrzymają 45 minut na słuchaniu o tym samym. Zresztą nie tylko one. Współczesne szkolenia z zakresu postępowania z pokoleniem Y (dwudziesto-trzydziestolatków) mówią o konieczności krótkich przekazów, bo Y szybko gubią uwagę. A prawdopodobnie dzisiejsze dziwięciolatki są pod tym względem jeszcze bardziej Y-owe.

Dużo pytań. Grad odpowiedzi.


Lubię zadawać pytania podczas wystąpień publicznych. Uważam, że to dynamizuje prezentację. Dorośli nie zawsze chcą odpowiadać, teoria wystąpień publicznych posiada kilka technik aktywizujących dorosłe audytorium. Te techniki są nieprzydatne na spotkaniach z dziećmi, bo dzieci lubią, jak się im zadaje pytania. Oczywiście pytania muszą być dostosowane do ich poziomu. I uwaga: zasypią Cię gradem odpowiedzi. Przyznam się, że na to nie byłem przygotowany. Że każdy chce odpowiedzieć, nawet jeśli jego odpowiedź już padła. Oczywiście niektóre dziecięce odpowiedzi są nie na temat i to jest pewien problem. Ale generalnie chcą i to jest najważniejsze. No i dzięki temu możesz się dowiedzieć, że nazwa bank pochodzi od włoskiego słowa „banco” (czyli ławka), pewnie dlatego, że w bankach są kolejki i wtedy siedzi się na ławkach. Autentyczne !

Daj uwagę. Zadbaj o bezpieczeństwo.


Wypowiadające się dziecko musi poczuć atencję prowadzącego. To jest trudne, zwłaszcza, gdy dziecko mówi nie na temat. Ale skoro się odważyło coś powiedzieć, to należy je wysłuchać i co więcej zapewnić mu komfort nawet wówczas, gdy obiektywnie rzecz biorąc się myli.

Potęga obrazków.


Obrazy przemawiają do dzieci. Stąd jestem za wykorzystaniem Power pointa, możliwości platformy prezi, czy choćby wyświetleniem zdjęcia na tablicy interaktywnej. Pamiętajmy, że obraz przemawia, jeśli jest obrazem. Dlatego ważne jest ograniczenie się do jednego dużego, interesującego i  zaskakującego zdjęcia, które można skomentować z dziecięcego punktu widzenia i absolutnego minimum tekstu. Jedno zdanie max!

Gadżety robią furorę.


Gadżety, czyli wszystko to, do czego dziecko nie ma dostępu na co dzień. A co jest fantastycznym uzupełnieniem przekazu, co można dotknąć, zobaczyć jak działa, włączyć itd. Tu akurat rodzice robiący prezentacje w naszej szkole zawsze wykazywali się pomysłowością. Dzieci mogły obejrzeć i wypróbować policyjne kajdanki, instrumenty muzyczne, manekiny ratownicze. Nawet najbardziej ponura dziedzina ma swoje gadżety: ja przyniosłem sto jednogroszówek w oryginalnym opakowaniu wprost z mennicy, brykiet zrobiony ze zniszczonych banknotów o wartości 100.000 zł i przede wszystkim urządzenie do sprawdzania autentyczności banknotów.
To robi wrażenie !