Prostym językiem o ekonomii ...

środa, 5 kwietnia 2017

021. Który rodzaj kredytu wybrać?


Jeżeli nie studiowałeś bankowości, a całą swoją wiedzę o kredytach czerpiesz z reklam telewizyjnych to najprawdopodobniej masz mętlik w głowie. W przerwie meczu lub ulubionego serialu możesz się dowiedzieć, że oferowane są kredyty hipoteczne, konsolidacyjne, wakacyjne, elastyczne, z mini ratką a nawet wygodne. I oczywiście wiele, wiele innych. Tak się bowiem składa, że reklamowanie kredytów wiąże się z niczym nieskrępowanym słowotwórstwem, co oczywiście ma swój urok. A tak naprawdę wszystkie kredyty dostępne dla osoby fizycznej mieszczą się w dwóch formach: limitu kredytowego i kredytu spłacanego w ratach.

Limit kredytowy.

Limit kredytowy umożliwia zejście z saldem rachunku poniżej zera, właśnie do wysokości przyznanego limitu. Banki udzielają limitów w rachunkach na ogół na okres jednego roku, zdarza się, że wyłącznie na podstawie informacji o historycznych wpływach na rachunek bankowy.
W okresie dostępności limitu można wykorzystywać go dowolną ilość razy. Każde wykorzystanie środków zwiększa zadłużenie a każdy wpływ na rachunek pomniejsza zadłużenie (albo wręcz je likwiduje). Oprocentowaniu podlega jedynie wykorzystana część limitu, jeżeli więc limit przyznany jest na rachunku, na który kierujesz wszystkie swoje wpływy to jest to produkt optymalny z punktu widzenia ponoszonych przez Ciebie kosztów. Błędem jest natomiast kierowanie wynagrodzenia na inny rachunek niż ten, w którym udostępniono limit (w efekcie na jednym będzie występować saldo dodatnie a na drugim ujemne, a odsetki będą naliczane od całości salda ujemnego).
Procedura przedłużenia limitu na kolejny rok jest bardzo prosta, ale nie można zakładać, że zakończy się pozytywnie w każdym przypadku. Należy pamiętać, że odmowa przedłużenia limitu oznacza konieczność jest całkowitej spłaty w terminie, na jaki pierwotnie go przyznano. Dlatego nie można tego kredytu traktować jako sposobu finansowania dużych zakupów (samochodów, mieszkań itp.). Zresztą dostępne kwoty na ogół nie są zbyt duże.
Szczególnym przypadkiem limitów kredytowych są limity na karcie kredytowej, a ich dodatkową zaletą jest możliwość całkowitego uniknięcia kosztów odsetkowych. Warto więc korzystać z tej możliwości. Kiedyś napiszę, jak zrobić to optymalnie.

Kredyt spłacany w ratach.

Kredyt przyznany w tej formie ma określony okres wykorzystania, po którym następuje okres jego spłaty. W zależności od przeznaczenia kredytu całość może być wykorzystana jednorazowo (np. kredyt na zakup samochodu) lub w transzach (np. kredyt na budowę domu).
Spłata kredytu następuje w ratach, których liczba i wysokość jest określona w umowie kredytowej. Dzięki temu kwoty dostępne w tego typu kredytach są wyższe niż w przypadku limitów przyznawanych na okres jednego roku. Wysokość raty kredytu jest uzależniona od kwoty kredytu i okresu, na który go przyznano. Okres kredytowania jest jednak związany z przedmiotem kredytowania i nie można go kształtować zupełnie dowolnie. Obowiązuje ogólna zasada, że im bardziej trwały jest przedmiot finansowania tym dłuższe okresy finansowania mogą być stosowane (dlatego kredyt na mieszkanie może być przyznany nawet na trzydzieści lat, a kredyt na wakacje raptem na kilka miesięcy).
Oprócz rat kapitałowych kredytobiorca spłaca bankowi odsetki, które są naliczane od wykorzystanej części kredytu.
Zaciągając kredyt spłacany w ratach kredytobiorca na ogół ma możliwość wyboru sposobu jego spłaty: w ratach stałych (gdzie suma płatności z tytułu kapitału i odsetek jest taka sama przez cały czas trwania kredytu) lub ratach malejących (gdzie kolejne płatności są coraz mniejsze a wynika to z malejącej kwoty kredytu, od której naliczane są odsetki). Analizę obu tych rozwiązań przedstawię w następnym poście.

środa, 29 marca 2017

020. Dlaczego ludzie zaciągają kredyty?


Nie byłoby kredytów, gdyby nie było na nie chętnych. Co jest więc źródłem potrzeby kredytowej? Dlaczego klienci banków są skłonni poddawać się procedurom bankowym, na które często narzekają i za które muszą zapłacić, aby otrzymać kredyt?

Czy można żyć bez kredytu?


Teoretycznie, bez kredytów można żyć. Jeżeli pilnujesz swoich wydatków i nie wydajesz więcej niż zarabiasz, kredyt w zasadzie nie jest Ci potrzebny. Jeżeli jesteś w stanie odkładać jakąś kwotę co miesiąc, to w ten sposób gromadzisz oszczędności, które możesz przeznaczyć na jakiś nadzwyczajny cel w przyszłości (urlop, zakup nowych mebli itp.). Wiele osób tak robi, dzięki czemu po pewnym okresie oszczędzania stać ich na zrealizowanie określonego marzenia. To w sumie dość bezpieczna strategia (nie polecałbym jej jedynie w czasach dużej inflacji), ale jej konsekwencją jest odroczenie zakupu w czasie. Jak duże? To zależy od tego, ile odkładasz i na jaki cel.
Jeśli od września zaczniesz oszczędzać na kolejne wakacje, powiedzmy po 200 złotych miesięcznie to na początku sierpnia kolejnego roku będziesz miał do dyspozycji 2.200 złotych. Ten plan wygląda dość realnie. Gdybyś jednak odkładał nawet po 1.000 miesięcznie na mieszkanie warte dziś 300.000 złotych, to nawet jeśli uwzględnimy odsetki od gromadzonych przez Ciebie środków (2% rocznie), taka akcja zajmie Ci ponad 20 lat, w międzyczasie może wystąpić niebezpieczna dla Twoich oszczędności inflacja, a cena mieszkania może być wówczas zupełnie inna. Czyli raczej nie tędy droga.

Przyspieszenie momentu zakupu.

Kredyt umożliwia skrócenie perspektywy dostępu do nabywanego dobra (produktu lub usługi), bo likwiduje czas potrzebny za zgromadzenie oszczędności. To jest podstawowa zaleta kredytów. A w przypadkach takich jak zakup mieszkania dla wielu osób jest prawdopodobnie jedynym sposobem realizacji tego zamierzenia.


Indywidualne powody, dla których ludzie chcą przyspieszyć moment zakupu, mogą być bardzo różne. Od przypadków losowych („zepsuła się lodówka, trzeba kupić nową a oszczędności brak”) po spontaniczne impulsy zakupowe („muszę mieć nowy telewizor”) wywołany reklamą czy porównywaniem się z innymi osobami. Bo nie ma co się oszukiwać reklamy i stan posiadania innych osób potrafią bardzo skutecznie przemawiać do naszej wyobraźni. I wykorzystują to zarówno sprzedawcy dóbr jak i dostawcy finansowania.

Szczególnym przypadkiem przyspieszenia zakupu jest zakup mieszkania (budowa domu). W większości wypadków okres gromadzenia oszczędności na ten cel byłby absurdalnie długi. Co więcej w trakcie gromadzenia oszczędności konieczne na ogół jest ponoszenie wydatków równoległych (związanych np. z wynajmem mieszkania). To wszystko sprawia, że okres gromadzenia oszczędności ulega jeszcze wydłużeniu. Stosunkowo częste jest więc rozumowanie „wezmę kredyt, bo to, co i tak bym zapłacił za wynajem, zaniosę do banku, a z każdym miesiącem mieszkanie będzie coraz bardziej moje”. I trudno z tym dyskutować, chyba, że przyjmiemy, że ważniejsza jest elastyczność, czyli swoboda w dokonaniu przeprowadzki do innego miasta.

Kredyt jako inwestycja.


Dla porządku muszę też wspomnieć o „biznesowym” podejściu do zaciągania kredytów. Dotyczy to tych osób prywatnych, które zaciągają kredyt faktycznie w celu przeprowadzenia jakiegoś przedsięwzięcia i osiągnięciu z niego korzyści. Jednym z najprostszych jest zakup mieszkania w celu jego wynajęcia. W takich przypadkach rozumowanie kredytobiorcy (osoby fizycznej) przypomina rozumowanie przedsiębiorcy i sprowadza się do upewnienia się, że wpływy z wynajmu będą przekraczać wydatki związane ze spłatą kredytu.

Koszty decyzji


Decyzja o zaciągnięciu kredytu jest natomiast związana z kosztami. Pieniężnymi: zapłaconymi prowizjami i odsetkami od kredytu oraz niepieniężnymi, czyli kosztami utraconych możliwości, bo zaciągnięcie kredytu w najlepszym przypadku ogranicza możliwość zaciągnięcia kolejnego kredytu, na inny (być może „lepszy”) cel.

Zaciągając kredyt warto o tym pamiętać.




środa, 22 marca 2017

019. W jaki sposób płynność pozwala bankowi zarabiać?




Zarządzanie płynnością banku to nie tylko kwestia bezpieczeństwa depozytów klientowskich i odpowiedzialności przed nadzorem bankowym. To także droga, aby bank zarabiał więcej…
Bo bank – podobnie jak inne przedsiębiorstwa – chce zarabiać.

Tańszy pieniądz.

Dlatego dla banku tak ważna jest struktura wkładów Klientów. Wyobraźmy sobie, że od wszystkich udzielonych kredytów bank pobiera oprocentowanie wynoszące 5% w skali roku. W pewnym uproszczeniu pieniądze pożyczone swoim klientom kredytowym bank bierze z sald dodatnich na rachunkach innych klientów. Dla banku idealnie byłoby, gdyby wszystkie kredyty były finansowane saldami nieoprocentowanych rachunków bieżących. Wówczas zarobkiem banku byłoby wszystko to, co płacą mu kredytobiorcy. Gdyby tymi saldami były jedynie depozyty oprocentowane w wysokości 3% (bardzo atrakcyjne oprocentowanie, jak na dzisiejsze czasy), zarobek brutto banku wyniósłby tylko 2%.

Niższe rezerwy.

Jest jeszcze druga strona medalu, czyli scenariusze płynności, o których pisałem w poprzednim poście. Otóż inaczej wygląda scenariusz odpływów pieniądza z rachunków bieżących a inaczej z lokat terminowych. Inaczej z rachunków osób fizycznych a inaczej z rachunków firm. Konsekwencją są różne kwoty aktywów płynnych, które musi utrzymywać bank dla zapewnienia płynności, a na których bank w zasadzie nie zarabia. W interesie banku jest osiągnięcia takiej struktury wkładów, której konsekwencją będzie jak najniższy wymóg w zakresie aktywów płynnych, a co za tym idzie największy zarobek banku.

I to jest niezwykle ważny wymiar zarządzania płynnością banku.

A dlaczego bank chce zarabiać?

Po pierwsze musi pokryć koszty swojego działania, których istotną częścią są wynagrodzenia pracowników. Po drugie musi pokryć straty wynikające ze złych kredytów. Wreszcie po trzecie musi zatrzymywać zyski po to, by móc udzielać kredytów w kolejnych latach.
A ponadto bank to przedsiębiorstwo, jak każde inne, czyli miarą jego sukcesu jest w szczególności poziom generowanych zysków.

środa, 15 marca 2017

018. Dlaczego płynność banku jest taka ważna?




Wrócę do kwestii płynności banku, bo ona jest naprawdę ważna i co ciekawe w rozumieniu klientów banku absolutnie naturalna.

Kiedy wypłacasz pieniądze z banku...

Gdy podchodzisz do okienka kasowego lub do bankomatu, aby wypłacić TWOJE pieniądze z TWOJEGO konta to tak naprawdę wierzysz w płynność banku.

Sprawa byłaby prosta, gdyby bank był niejako magazynem pieniędzy. Gdyby pieniądze, które wpłaciłeś na rachunek, czekały na Ciebie w banku, płynność nie byłaby w ogóle zagadnieniem wartym uwagi. Gdyby tak było, nie mógłbyś jednak liczyć na odsetki od środków wpłaconych do banku. Co więcej prawdopodobnie musiałbyś płacić bankowi za to, że on przechowuje Twoje pieniądze.
Jak już pisałem wcześniej, tych pieniędzy, które kiedyś wpłaciłeś na swój rachunek, już nie ma w banku, bo zostały użyte do skredytowania innego klienta. Mimo to, pieniądze zaksięgowane na Twoim rachunku są Twoje i nikt nie ogranicza Twoich praw do dysponowania nimi. Żebyś je mógł wypłacić, bank musi mieć je w pogotowiu, czyli zachować płynność.
Nie zastanawiamy się nad tym, prawda? Bo przecież pieniądze w banku zawsze są. Bo bank zawsze utrzymuje płynność.


A gdyby wszyscy chcieli wypłacić swoje pieniądze...

Ale zagrożenie braku płynności istnieje. Dlatego w krajach Unii Europejskiej banki zobowiązane są do posiadania scenariuszy opisujących, co się wydarzy, jeśli nastąpią tzw. warunki skrajne, w których wypłaty z rachunków klientów będą istotnie przekraczać wpłaty. Scenariusze te są zatwierdzane przez instytucje nadzorujące sektor bankowy (w Polsce przez Komisję Nadzoru Finansowego), co zapewnia, że są wystarczające konserwatywne (czytaj: pesymistyczne). Wszystko po to, aby obliczyć jaka kwota hipotetycznie wypłynie z rachunków klientów w ciągu 30 dni, w sytuacji dla banku niekorzystnej. Bank następnie ma zabezpieczyć tę kwotę aktywami płynnymi czyli posiadać wystarczające środki w postaci pozwalającej na ich szybkie użycie w celu obsługi wypłat na rzecz swoich klientów, czyli na pewno w postaci innej niż udzielone kredyty, natomiast jak najbardziej w formie środków zdeponowanych w banku centralnym, innych bankach, obligacji państwowych itp.

Taka jest logika wskaźnika LCR (liquidity coverage ratio) wprowadzonego Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego  nr 575/2013 i obowiązującym we wszystkich krajach Unii Europejskiej.
Co ciekawe: wcale nie zakłada się, że w „warunkach skrajnych” wszyscy klienci banku rzucą się, aby wypłacić swoje środki. Po pierwsze informacja o ewentualnych „kłopotach” banku nie dotrze do wszystkich, a po drugie część klientów, których wkłady są gwarantowane (w Polsce przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny), w pełni świadomie pozostawi swe środki w banku, który prawdopodobnie zaoferuje wówczas bardziej atrakcyjne oprocentowanie.
Ale to już inna historia.

środa, 8 marca 2017

017. Jak zrobić dobrą prezentację dla dzieciaków?



Prowadzenie prezentacji stało się nieodzownym elementem pracy wielu z nas. Nie dziwi więc popularność szkoleń dotyczących wystąpień publicznych. Istnieją bowiem techniki, które czynią prezentację bardziej atrakcyjną, zwiększają uwagę słuchających i sprawiają, że jesteśmy w przekazywaniu informacji bardziej skuteczni. Te same techniki działają wobec małych słuchaczy. Warto włączyć je do swojego repertuaru…


Praktyka (zabawa) zamiast teorii.


Teorii nie da się całkiem wykluczyć, ale na spotkaniu z dziećmi ona nie jest najważniejsza. Najważniejsze jest doświadczanie. A dzieci przyzwyczajone są do doświadczania poprzez zabawę. No więc przygotujmy im zabawę. Najlepiej mocno odnoszącą się do tego, co robią dorośli. Zabawę, która poprowadzi dzieciaki drogą, którą chcesz je poprowadzić, do wniosków, do których chcesz je doprowadzić.

Opowiedz historyjkę.


Dla dzieci to absolutnie naturalne, że dorośli im opowiadają. Więc dobrze odnajdują się w roli słuchaczy. Oczywiście opowieść musi być interesująca, musi zaskakiwać i najlepiej, aby słyszały ją po raz pierwszy. Nawet w najpoważniejszych dziedzinach istnieją anegdoty i ciekawostki, o których można tak opowiedzieć, że dzieci będą słuchać z zainteresowaniem. Trzeba tylko je odnaleźć.

Moduły.


Zakończ zagadnienie zanim dzieci się znudzą. Potem możesz zacząć kolejne, ale już inne, inaczej opowiedziane, budzące inne emocje. Dzieci nie wytrzymają 45 minut na słuchaniu o tym samym. Zresztą nie tylko one. Współczesne szkolenia z zakresu postępowania z pokoleniem Y (dwudziesto-trzydziestolatków) mówią o konieczności krótkich przekazów, bo Y szybko gubią uwagę. A prawdopodobnie dzisiejsze dziwięciolatki są pod tym względem jeszcze bardziej Y-owe.

Dużo pytań. Grad odpowiedzi.


Lubię zadawać pytania podczas wystąpień publicznych. Uważam, że to dynamizuje prezentację. Dorośli nie zawsze chcą odpowiadać, teoria wystąpień publicznych posiada kilka technik aktywizujących dorosłe audytorium. Te techniki są nieprzydatne na spotkaniach z dziećmi, bo dzieci lubią, jak się im zadaje pytania. Oczywiście pytania muszą być dostosowane do ich poziomu. I uwaga: zasypią Cię gradem odpowiedzi. Przyznam się, że na to nie byłem przygotowany. Że każdy chce odpowiedzieć, nawet jeśli jego odpowiedź już padła. Oczywiście niektóre dziecięce odpowiedzi są nie na temat i to jest pewien problem. Ale generalnie chcą i to jest najważniejsze. No i dzięki temu możesz się dowiedzieć, że nazwa bank pochodzi od włoskiego słowa „banco” (czyli ławka), pewnie dlatego, że w bankach są kolejki i wtedy siedzi się na ławkach. Autentyczne !

Daj uwagę. Zadbaj o bezpieczeństwo.


Wypowiadające się dziecko musi poczuć atencję prowadzącego. To jest trudne, zwłaszcza, gdy dziecko mówi nie na temat. Ale skoro się odważyło coś powiedzieć, to należy je wysłuchać i co więcej zapewnić mu komfort nawet wówczas, gdy obiektywnie rzecz biorąc się myli.

Potęga obrazków.


Obrazy przemawiają do dzieci. Stąd jestem za wykorzystaniem Power pointa, możliwości platformy prezi, czy choćby wyświetleniem zdjęcia na tablicy interaktywnej. Pamiętajmy, że obraz przemawia, jeśli jest obrazem. Dlatego ważne jest ograniczenie się do jednego dużego, interesującego i  zaskakującego zdjęcia, które można skomentować z dziecięcego punktu widzenia i absolutnego minimum tekstu. Jedno zdanie max!

Gadżety robią furorę.


Gadżety, czyli wszystko to, do czego dziecko nie ma dostępu na co dzień. A co jest fantastycznym uzupełnieniem przekazu, co można dotknąć, zobaczyć jak działa, włączyć itd. Tu akurat rodzice robiący prezentacje w naszej szkole zawsze wykazywali się pomysłowością. Dzieci mogły obejrzeć i wypróbować policyjne kajdanki, instrumenty muzyczne, manekiny ratownicze. Nawet najbardziej ponura dziedzina ma swoje gadżety: ja przyniosłem sto jednogroszówek w oryginalnym opakowaniu wprost z mennicy, brykiet zrobiony ze zniszczonych banknotów o wartości 100.000 zł i przede wszystkim urządzenie do sprawdzania autentyczności banknotów.
To robi wrażenie !

środa, 1 marca 2017

016. Dlaczego warto rozmawiać z dziećmi o ekonomii ? Materiały do wykorzystania.


Na zakończenie wspomnień o zajęciach z ekonomii dla dzieci, należy podejść do kwestii jakże typowej dla nas dorosłych, czyli odpowiedzieć na pytanie „i po co to wszystko?”

Czy warto mówić dzieciom o ekonomii ?


Mam frajdę, bo udało mi się skupić uwagę kilkudziesięciu dzieciaków przez trzy godziny.
Mam frajdę, bo udało mi się opowiedzieć o trudnych zagadnieniach językiem zrozumiałym dla uczniów dolnej podstawówki (to wpisuje się po części w zamysł tego bloga, choć rok temu o tym nie myślałem).

Mam frajdę, bo wiem, że się podobało.
Egoistycznie rzecz biorąc: minął rok, wciąż mam frajdę, więc było warto.

Zachęcam.


Zachęcam do organizacji podobnych zajęć. Nie chodzi o to, aby produkować kolejnych ekonomistów. Nie chodzi nawet o krzewienie wiedzy z ekonomii, bankowości czy finansów, bo w przypadku dziewięciolatków pewnie na to zbyt wcześnie i pewnie ta „wiedza” jest mocno ulotna. Ale warto jest dzieciakom odczarowywać rzeczywistość. Bo to nie są trudne rzeczy, a zabawa jest nauką także dla prowadzącego.

Zachęcam, bo chodzi też o to, aby dzieciom nie tylko pokazywać pracę strażaka, pielęgniarki i górnika. To piękne zawody, o których ciekawie można opowiedzieć. Ale tak samo ciekawie można opowiedzieć dzieciom o bankowości (wiem na pewno), ubezpieczeniach czy giełdzie papierów wartościowych, czyli o dziedzinach uważanych za trudne i nowoczesne.

Zachęcam do organizacji podobnych zajęć także w ten sposób, że udostępniam poniżej konspekt zajęć i prezentację w power point, którą się posługiwałem. Jeśli chcesz z nich skorzystać – proszę bardzo. Jeśli dasz znać mi jak Ci poszło – będę zachwycony.
Powodzenia.


Obiecane pliki:

Wyrażam zgodę na wykorzystywanie poniższych plików bez ograniczeń.
Prezentacja Power Point:
Konspekt zajęć:


środa, 22 lutego 2017

015. Bankowość dla dziewięciolatków. Część 2.

Ten wpis jest kontynuacją relacji z mojego spotkania z uczniami klasy trzeciej szkoły podstawowej, podczas którego opowiadałem o pieniądzu, banku i ekonomii.
Pierwszą część relacji możesz znaleźć z poście 014.

Nie tylko zabawa.

Kilka poważnych zagadnień ekonomicznych zostało omówionych w bardziej „wykładowy” sposób. Analiza wyglądu denara Bolesława Chrobrego doprowadziła do powstania kolejnych hipotez, jaki ptak został uwidoczniony na tej monecie. Dużą radość wzbudziła informacja, że nad tym zagadnieniem od lat głowią się prawdziwi naukowcy. Wielkie wrażenie na wszystkich zrobiła opowieść o dukacie Władysława Łokietka. Raz, że istnieje tylko jeden egzemplarz tej monety na świecie (a więc jest naprawdę bezcenna) i dwa, że ta bezcenna moneta tuż po znalezieniu była kilka razy sprzedawana a ceny kształtowały się od dosłownie kilku złotych po całkiem pokaźną fortunę.

Ekonomiczne co by było gdyby …


Czyli poważnie mówiąc dyskusja grupowa. Odważyłem się na nią w kontekście pomysłu, aby drukować sobie pieniądze w domu. Miałem pewne obawy, co z tego wyniknie, bo temat trudny, ale poszło świetnie. Odpowiadając na kolejne pytania dzieci same wydedukowały, że mając nieograniczony dostęp do pieniędzy, żadna cena nie będzie dla nich zbyt wysoka. Ale, że konsekwencją będzie wzrost cen. Na wszystko, co jest w sklepach.
Nie zakładam, że dzięki temu stały się obrońcami umiarkowania w polityce pieniężnej państwa i nie o to mi chodziło. Ale wiedzą już dlaczego banknoty są zabezpieczone przed fałszerstwami i dlaczego fałszowanie pieniędzy jest karane. Zresztą wiele emocji wzbudziło badanie  polskich banknotów pod kątem ich zabezpieczeń, zwłaszcza w świetle ultrafioletowym, a przygotowana przeze mnie fałszywka była rozpoznawana nawet z zawiązanymi oczami.

Czy dzieci interesują się ekonomią ?


W sensie dosłownym raczej nie. Ale dzieci mogą zainteresować się wszystkim i dowodzi tego te kilka (bardzo wyczerpujących) godzin spędzonych przeze mnie w podstawówce. Z punktu widzenia prowadzącego zajęcia praktycznie cały czas miałem nadmiar chętnych. Do udzielania odpowiedzi, do udziału w każdej zaproponowanej zabawie, do pomocy prowadzącemu, do zadawania pytań, do dzielenia się swoimi przemyśleniami. Pod tym względem szkolenia dla dorosłych naprawdę wyglądają zupełnie inaczej.

W szkole, w której przeprowadziłem te zajęcia, jest taki zwyczaj, że najciekawsze komentarze dzieci po takich spotkaniach z rodzicami umieszczane są na stronie internetowej szkoły. Z ich lektury wynika, że trafiłem do moich słuchaczy. Komentarz, który wśród moich kolegów z pracy zrobił największą furorę kończy się zdaniem „Myślę, że w przyszłości, jeśli nie wyjdzie mi kariera piłkarska, mógłbym pracować w banku”.
Oczywiście trzymam kciuki, żeby mu wyszło w piłce :)


środa, 15 lutego 2017

014. Bankowość dla dziewięciolatków. Część 1.





W lutym zeszłego roku uczestniczyłem w szkoleniu „Sztuka wystąpień publicznych” organizowanym przez Centrum Edukacji Medialnej Polskiego Radia w Warszawie. Podczas zajęć jedna z uczestniczek, z zawodu geodeta, podzieliła się doświadczeniami z tego, w jaki zaprezentowała swój zawód uczniom podstawówki. Wtedy zapaliłem się do pomysłu, aby w podstawówce moich córek w ramach prezentowania zawodów rodziców (mamy taki program w naszej szkole) zrobić prezentację o tajemniczej instytucji, jaką jest bank.


Jak opowiedzieć dzieciom o banku?

Występuję publicznie stosunkowo często, ale moimi słuchaczami są na ogół wyłącznie dorośli. Zakładałem, że większość zasad i technik prezentacji związanych z wystąpieniami dla dorosłych ma pewne zastosowanie w spotkaniach z dziećmi. Dziecięce audytorium wymaga jednak szczególnej dbałości o wywołanie ich zainteresowania.
Dlatego oprócz zwykłej dbałości o to, by prezentacja była ciekawa, slajdy zabawne a treść zaskakująca, na spotkanie w szkole podstawowej przygotowałem kilka zabaw, do których zaprosiłem moich małych słuchaczy, a które obrazują to, co się w banku dzieje. Przyniosłem też kilka gadżetów, których poza bankiem próżno szukać.

Zabawa w bank.

Dosłownie zabawa. Od córki pożyczyłem zabawkowe banknoty imitujące polskie złote. Któreś z dzieci wygrało te pieniądze w „klasowego totolotka”. Inne dzieci  szczerze doradziły mu, żeby wpłacił do „klasowego banku” i potrafiły powiedzieć dlaczego. „Bank” wypłacał odsetki, ale żeby miał z czego je płacić „udzielił kredytu” dzieciom prowadzącym sklepik. „Sklepik” kupił prawdziwe cukierki, sprzedał je dzieciom, zrealizował zysk i spłacił kredyt. Dużo śmiechu. Trochę zamieszania. Ale też prawdziwa edukacja: bo na tym właśnie polega pośrednictwo banku pomiędzy depozytariuszami a kredytobiorcami.
Przy okazji ja się nauczyłem, czym naprawdę jest „komisyjne przeliczenie gotówki”. Jedno dziecko przekładało banknoty, a kilkanaście innych na głos odliczało „sto, dwieście, trzysta …”. Przy takim podejściu kasa musiała się zgadzać. Tego w bankowości wciąż nie wdrożyliśmy …

Jak to działa ?

Skąd bankomat wie, że może wypłacić pieniądze ? Jak to się dzieje, że pieniądze wysłane z Wrocławia po kilku minutach są w Suwałkach ? Co tak naprawdę oznacza zapłata kartą bankową ?
Nie wiem, jak często zastanawiają się nad tym dzieci. Te pytania im podsunąłem, a potem znowu poprzez zabawę wspólnie sobie na nie odpowiedzieliśmy. Znowu ktoś był bankomatem, ktoś pracował w banku a ktoś inny był (uwaga!) Narodowym Bankiem Polskim. Plastikowe kufle były rachunkami bankowymi, dzięki czemu widać było, jak pieniądze w postaci zabawkowych banknotów, przepływają z rachunku na rachunek (czyli z kufla do kufla – możliwe, że było to pierwsze legalne wykorzystanie kufli w historii tej podstawówki).


Druga część tego artykułu zostanie opublikowana w środę, 22 lutego 2017.
Zapraszam.

czwartek, 9 lutego 2017

013. Krótkie lokaty, długie kredyty, czyli płynność banku.


Na pewno słyszeliście o kredytach hipotecznych. Długoterminowych. Nawet trzydziestoletnich. Są takie, prawda ?
A słyszeliście o trzydziestoletnich lokatach bankowych ? Lub nawet pięcioletnich ? Albo inaczej: mając wolne środki, czy ulokowalibyście je na tak długi okres czasu ? A nawet jeśli, to czy dotrzymalibyście terminu i nie skorzystalibyście z tych środków wcześniej ?

Niedopasowanie terminów.

Właśnie ! W działalności kredytowo-depozytowej banku występuje problem niedopasowania terminów zapadalności lokat i kredytów. Idealnie byłoby bowiem, gdyby okresy depozytów i kredytów sobie odpowiadały, ale tak nie jest, co najlepiej widać na przykładzie kredytów udzielanych na maksymalne okresy.
Udzielając trzydziestoletniego kredytu na budowę domu bank raczej na pewno nie ma dostępu do trzydziestoletniej lokaty, która by sfinansowała ten kredyt. Źródłem finansowania będą więc lokaty, o znacznie krótszym terminie, np. trzymiesięczne. Oznacza to, że w ciągu życia kredytu, bank będzie musiał wielokrotnie zastąpić wygasające lokaty nowymi, które będą finansować ten sam kredyt. Oczywiście w rzeczywistości nie odbywa się to w stosunku do pojedynczego kredytu, lecz do wszystkich kredytów udzielonych przez bank. Nie mniej jednak dla zachowania płynności bank jest zmuszony tak prowadzić swoją działalność, aby zawsze zastępować wygasające depozyty nowymi, o pożądanych parametrach.

Płynność banku.

Na tym właśnie polega zarządzanie płynnością banku, które jest jednym z najważniejszych i najtrudniejszych elementów działalności banku, a jednocześnie mało znanym. W zarządzaniu płynnością bankom pomaga statystyka i wiedza na temat zachowań ich klientów. Okazuje się bowiem, że pewna część zapadających depozytów jest przez klientów banków po prostu przedłużana i nie trzeba szukać ich następców.
Zarządzanie płynnością banku jest bardzo ważne. Co by się bowiem wydarzyło, gdyby któregoś dnia bank nie zdołał pozyskać kolejnego depozytu finansującego długoterminowy ? Bank miałby wówczas problem z wypłatą środków z lokaty, która właśnie się skończyła. A to by oznaczało jego upadłość.
Na szczęście jest jeszcze rynek międzybankowy, czyli możliwość pożyczenia pieniędzy od innego banku, aby zachować własną płynność.
Zauważ, że w sytuacji kłopotów z pozyskaniem depozytów, bank nie ma możliwości uczynić niczego wobec swoich kredytobiorców. Kredytobiorca, który otrzymał kredyt np. na trzydzieści lat jest zobowiązany do spłaty odsetek i rat zgodnie z harmonogramem. Nie można więc go zmusić do wcześniejszej spłaty kredytu, a to oczywiście bardzo pomogłoby bankowi.

czwartek, 2 lutego 2017

012. Co banki robią z pieniędzmi Klientów ?



Najpierw logika: skoro bank płaci Klientom odsetki od wkładów pieniężnych, to znaczy, że na nich zarabia. Gdyby nie zarabiał, to by nie płacił. Proste. Co więcej: brałby opłaty za ochronę powierzonych środków tak, jak w przypadku skrytek bankowych: Klient wynajmuje skrytkę i płaci bankowi za to, że ją wynajął. Skoro więc dostajemy odsetki od założonej lokaty to znaczy, że bank na tych pieniądzach zarabia i to więcej niż nam płaci.

A co bank robi z tymi pieniędzmi ? Udziela kredytów !

Model biznesowy banku.

Tak ! Generalnie, bank udziela kredytów z cudzych pieniędzy. Z pieniędzy, które powierzyli mu inni klienci. W uproszczeniu: większość pieniędzy wpłaconych przez Ciebie do banku wędruje w postaci kredytu do innego klienta banku. Ten kredytowy Klient banku płaci odsetki od kredytu (np. 5% w skali roku) a bank płaci to Tobie odsetki od lokaty (np. 2% w skali roku). Bank zarabia więc na czysto 3% w skali roku i można powiedzieć, że to najprostszy biznes na świecie, prawda ?

Niekoniecznie. Aż tak łatwo nie jest.

Ryzyko.

Podstawowym wyzwaniem dla banku jest znalezienie właściwych kredytobiorców. Właściwych to znaczy takich, którzy solidnie będą płacić odsetki i w terminie (najlepiej ani za wcześnie, ani za późno) spłacą swoje kredyty. Słowem: takich, którzy zasługują na to, by przekazać im Twoje pieniądze. Gdy kredytobiorca spóźni się z płatnością odsetek, bank i tak jest zobowiązany do wypłaty Tobie odsetek od depozytu. Gdy kredytobiorca ogłosi, że nie spłaci kredytu (bo zbankrutował, okradli go, czy po prostu działał od początku w złej wierze), bank i tak jest zobowiązany do zwrotu Tobie środków, które mu powierzyłeś. Właśnie dlatego banki tak pieczołowicie prześwietlają kandydatów na kredytobiorców. Oczywiście, chodzi też o interes banku: każdy trudny kredytobiorca to dla banku potencjalna strata, którą niełatwo odrobić. Ale nie ma się co zżymać – to także działanie w interesie tych klientów, którzy powierzają bankom swoje oszczędności.

Rezerwa obowiązkowa.

W „kalkulacji” powyżej ukryte jest jeszcze jedno uproszczenie. Otóż, nie ma możliwości, aby bank przeznaczał na kredytowanie całość pozyskanych depozytów. Wedle polskiego prawa, banki zobowiązane są do utrzymywania rezerwy obowiązkowej wynoszącej 3,5% wartości pozyskanych depozytów. Rezerwa obowiązkowa jest utrzymywana przez bank na rachunku w Narodowym Banku Polskim i jest obecnie oprocentowana na poziomie 1,35% w skali roku. Faktycznie bank może więc przeznaczać na kredytowanie i tym samym zarabiać jedynie na 96,5% środków pozyskanych od swoich klientów. A takich ograniczeń jest więcej. Napiszę o nich jeszcze ...

sobota, 28 stycznia 2017

011. W jaki sposób bank oblicza długość lokaty ?


Liczba dni lokaty.

Liczenie czasu trwania lokaty raczej nikomu nie sprawia trudności, warto jednak wyraźnie zaznaczyć, że lokata od 12 do 19 marca to lokata siedmiodniowa (proste odejmowanie 19-12, przy dłuższych okresach zwłaszcza przechodzących przez zmianę miesiąca dla pewności można posłużyć się Excelem). Byłem natomiast wielokrotnie świadkiem poważnych dociekań i sporów na temat, który dzień lokaty jest nieoprocentowany: pierwszy, czy ostatni. Chodzi o to, że podświadomie wszyscy rozumieją, że lokata od 12 do 13 marca to lokata jednodniowa, ale czy oprocentowany jest 12 marca czy 13 marca ?

Transakcje w ciągu dnia.

W rozwiązaniu tej zagadki pomaga refleksja na temat, jak funkcjonuje bank. Otóż w ciągu dnia bank księguje tysiące operacji na rachunkach swoich klientów. Każda z tych operacji zwiększa lub zmniejsza saldo rachunku danego klienta. Saldo rachunku w ciągu dnia ma o tyle znaczenie, że operacja nie zostanie przeprowadzona, jeśli w jej wyniku saldo spadnie poniżej dopuszczalnej kwoty. Tą kwotą jest na ogół zero, chyba, że Klient ma przyznany limit kredytowy - wówczas dozwolone staje się poruszanie do poziomu przyznanego limitu zadłużenia.

Saldo zamknięcia.

Do obliczeń odsetek używa się jednak salda z zamknięcia dnia, czyli stanu środków na rachunku po zaksięgowaniu na nim ostatniej operacji w danym dniu. Na ogół bank kończy księgowania i zamyka dzień późnym wieczorem lub nawet w nocy, więc prawdę mówiąc oprocentowane jest saldo „nocne”. Wracając do przykładu naszej lokaty od 12 do 13 marca: oprocentowaniu będą podlegać środki znajdujące się na rachunku po ostatnim księgowaniu 12 marca, czyli saldo pierwszego dnia lokaty. Saldo ostatniego dnia lokaty nie może być oprocentowane, bo w ciągu tego dnia lokata zostanie zamknięta, czyli na koniec dnia lokaty już nie będzie. A co z pieniędzmi ? Albo trafią na inny rachunek (gdzie będą oprocentowane lub nie), albo zostanie z nich utworzona kolejna lokata.

Lokata miesięczna czyli jaka ?


Nieco zamieszania wprowadzają określenia typu „lokata miesięczna”, „lokata kwartalna” czy „lokata roczna”, bo prawdę mówiąc na ich podstawie nie można wywnioskować ile dni trwa taka lokata. Z jednej strony miesiące, kwartały i lata mają różną długość, a z drugiej w zdecydowanej większości przypadków banki pilnują, aby lokaty zapadały w dni robocze. Tego typu określenia mają raczej charakter marketingowy, natomiast szczegóły umowy lokaty precyzują dokładnie od kiedy do kiedy lokata trwa. I można sobie policzyć i liczbę dni i spodziewaną kwotę odsetek.

sobota, 21 stycznia 2017

010. Wkłady pieniężne. Ile można zarobić ?


Na lokacie można zarobić !

Wynagrodzenie za środki powierzone bankowi wyrażone jest w procentach i na ogół w skali roku. Podstawowy wzór na odsetki (zarówno od depozytów jak i od kredytów) wygląda tak:

Odsetki = kwota * oprocentowanie * liczba dni / 360
Gdyby więc ulokować w banku PLN 10.000 na rok na 2% to zarobimy PLN 200 w ciągu roku, czyli mniej więcej PLN 16,66 miesięcznie. Kwota faktycznie nie powala, ale nie ma co wybrzydzać – sorry, takie mamy stopy procentowe.

Zresztą to kwestia podejścia. Moje dzieci posiadają rachunki PKO Junior, gdzie oprocentowanie środków do wysokości PLN 2.500 wynosi 2,5% w skali roku. Na tych rachunkach występuje kapitalizacja tygodniowa, więc co tydzień otrzymują po kilkadziesiąt groszy odsetek i … są zachwycone. Nie rozumieją tylko, dlaczego bank odbiera im następnie po kilkanaście groszy tytułem podatku od dochodów kapitałowych (zwanym popularnie podatkiem Belki). Ale to już inna historia.

Nieszczęsny podatek Belki.

Bo faktycznie: w Polsce odsetki są oprocentowane 19% podatkiem od dochodów kapitałowych, czyli w moim pierwszym przykładzie Klient banku od odsetek PLN 200 odprowadzi PLN 38 podatku (bank przeprowadzi tę operację w ten sposób, że najpierw naliczy Klientowi odsetki a następnie pomniejszy je o podatek), czyli faktyczne odsetki netto od lokaty PLN 10.000 wyniosą PLN 162 rocznie, czyli około PLN 13,50 miesięcznie.

Kapitalizacja odsetek.

Posłużyłem się trudnym słowem „kapitalizacja”. W finansach występuje ono często i to w różnych znaczeniach. „Kapitalizacja odsetek” oznacza, że bank nalicza odsetki i dodaje je do „kapitału”, czyli kwoty rachunku. Tym samym rachunek będzie miał większe saldo i można będzie na nim nieco więcej zarobić. Ma więc znaczenie, czy kapitalizacja następuje co tydzień (lepiej dla klienta banku), czy co miesiąc (gorzej dla klienta banku), bo im częściej następuje kapitalizacja odsetek tym więcej można zarobić.