Prostym językiem o ekonomii ...

środa, 8 marca 2017

017. Jak zrobić dobrą prezentację dla dzieciaków?



Prowadzenie prezentacji stało się nieodzownym elementem pracy wielu z nas. Nie dziwi więc popularność szkoleń dotyczących wystąpień publicznych. Istnieją bowiem techniki, które czynią prezentację bardziej atrakcyjną, zwiększają uwagę słuchających i sprawiają, że jesteśmy w przekazywaniu informacji bardziej skuteczni. Te same techniki działają wobec małych słuchaczy. Warto włączyć je do swojego repertuaru…


Praktyka (zabawa) zamiast teorii.


Teorii nie da się całkiem wykluczyć, ale na spotkaniu z dziećmi ona nie jest najważniejsza. Najważniejsze jest doświadczanie. A dzieci przyzwyczajone są do doświadczania poprzez zabawę. No więc przygotujmy im zabawę. Najlepiej mocno odnoszącą się do tego, co robią dorośli. Zabawę, która poprowadzi dzieciaki drogą, którą chcesz je poprowadzić, do wniosków, do których chcesz je doprowadzić.

Opowiedz historyjkę.


Dla dzieci to absolutnie naturalne, że dorośli im opowiadają. Więc dobrze odnajdują się w roli słuchaczy. Oczywiście opowieść musi być interesująca, musi zaskakiwać i najlepiej, aby słyszały ją po raz pierwszy. Nawet w najpoważniejszych dziedzinach istnieją anegdoty i ciekawostki, o których można tak opowiedzieć, że dzieci będą słuchać z zainteresowaniem. Trzeba tylko je odnaleźć.

Moduły.


Zakończ zagadnienie zanim dzieci się znudzą. Potem możesz zacząć kolejne, ale już inne, inaczej opowiedziane, budzące inne emocje. Dzieci nie wytrzymają 45 minut na słuchaniu o tym samym. Zresztą nie tylko one. Współczesne szkolenia z zakresu postępowania z pokoleniem Y (dwudziesto-trzydziestolatków) mówią o konieczności krótkich przekazów, bo Y szybko gubią uwagę. A prawdopodobnie dzisiejsze dziwięciolatki są pod tym względem jeszcze bardziej Y-owe.

Dużo pytań. Grad odpowiedzi.


Lubię zadawać pytania podczas wystąpień publicznych. Uważam, że to dynamizuje prezentację. Dorośli nie zawsze chcą odpowiadać, teoria wystąpień publicznych posiada kilka technik aktywizujących dorosłe audytorium. Te techniki są nieprzydatne na spotkaniach z dziećmi, bo dzieci lubią, jak się im zadaje pytania. Oczywiście pytania muszą być dostosowane do ich poziomu. I uwaga: zasypią Cię gradem odpowiedzi. Przyznam się, że na to nie byłem przygotowany. Że każdy chce odpowiedzieć, nawet jeśli jego odpowiedź już padła. Oczywiście niektóre dziecięce odpowiedzi są nie na temat i to jest pewien problem. Ale generalnie chcą i to jest najważniejsze. No i dzięki temu możesz się dowiedzieć, że nazwa bank pochodzi od włoskiego słowa „banco” (czyli ławka), pewnie dlatego, że w bankach są kolejki i wtedy siedzi się na ławkach. Autentyczne !

Daj uwagę. Zadbaj o bezpieczeństwo.


Wypowiadające się dziecko musi poczuć atencję prowadzącego. To jest trudne, zwłaszcza, gdy dziecko mówi nie na temat. Ale skoro się odważyło coś powiedzieć, to należy je wysłuchać i co więcej zapewnić mu komfort nawet wówczas, gdy obiektywnie rzecz biorąc się myli.

Potęga obrazków.


Obrazy przemawiają do dzieci. Stąd jestem za wykorzystaniem Power pointa, możliwości platformy prezi, czy choćby wyświetleniem zdjęcia na tablicy interaktywnej. Pamiętajmy, że obraz przemawia, jeśli jest obrazem. Dlatego ważne jest ograniczenie się do jednego dużego, interesującego i  zaskakującego zdjęcia, które można skomentować z dziecięcego punktu widzenia i absolutnego minimum tekstu. Jedno zdanie max!

Gadżety robią furorę.


Gadżety, czyli wszystko to, do czego dziecko nie ma dostępu na co dzień. A co jest fantastycznym uzupełnieniem przekazu, co można dotknąć, zobaczyć jak działa, włączyć itd. Tu akurat rodzice robiący prezentacje w naszej szkole zawsze wykazywali się pomysłowością. Dzieci mogły obejrzeć i wypróbować policyjne kajdanki, instrumenty muzyczne, manekiny ratownicze. Nawet najbardziej ponura dziedzina ma swoje gadżety: ja przyniosłem sto jednogroszówek w oryginalnym opakowaniu wprost z mennicy, brykiet zrobiony ze zniszczonych banknotów o wartości 100.000 zł i przede wszystkim urządzenie do sprawdzania autentyczności banknotów.
To robi wrażenie !

środa, 1 marca 2017

016. Dlaczego warto rozmawiać z dziećmi o ekonomii ? Materiały do wykorzystania.


Na zakończenie wspomnień o zajęciach z ekonomii dla dzieci, należy podejść do kwestii jakże typowej dla nas dorosłych, czyli odpowiedzieć na pytanie „i po co to wszystko?”

Czy warto mówić dzieciom o ekonomii ?


Mam frajdę, bo udało mi się skupić uwagę kilkudziesięciu dzieciaków przez trzy godziny.
Mam frajdę, bo udało mi się opowiedzieć o trudnych zagadnieniach językiem zrozumiałym dla uczniów dolnej podstawówki (to wpisuje się po części w zamysł tego bloga, choć rok temu o tym nie myślałem).

Mam frajdę, bo wiem, że się podobało.
Egoistycznie rzecz biorąc: minął rok, wciąż mam frajdę, więc było warto.

Zachęcam.


Zachęcam do organizacji podobnych zajęć. Nie chodzi o to, aby produkować kolejnych ekonomistów. Nie chodzi nawet o krzewienie wiedzy z ekonomii, bankowości czy finansów, bo w przypadku dziewięciolatków pewnie na to zbyt wcześnie i pewnie ta „wiedza” jest mocno ulotna. Ale warto jest dzieciakom odczarowywać rzeczywistość. Bo to nie są trudne rzeczy, a zabawa jest nauką także dla prowadzącego.

Zachęcam, bo chodzi też o to, aby dzieciom nie tylko pokazywać pracę strażaka, pielęgniarki i górnika. To piękne zawody, o których ciekawie można opowiedzieć. Ale tak samo ciekawie można opowiedzieć dzieciom o bankowości (wiem na pewno), ubezpieczeniach czy giełdzie papierów wartościowych, czyli o dziedzinach uważanych za trudne i nowoczesne.

Zachęcam do organizacji podobnych zajęć także w ten sposób, że udostępniam poniżej konspekt zajęć i prezentację w power point, którą się posługiwałem. Jeśli chcesz z nich skorzystać – proszę bardzo. Jeśli dasz znać mi jak Ci poszło – będę zachwycony.
Powodzenia.


Obiecane pliki:

Wyrażam zgodę na wykorzystywanie poniższych plików bez ograniczeń.
Prezentacja Power Point:
Konspekt zajęć:


środa, 22 lutego 2017

015. Bankowość dla dziewięciolatków. Część 2.

Ten wpis jest kontynuacją relacji z mojego spotkania z uczniami klasy trzeciej szkoły podstawowej, podczas którego opowiadałem o pieniądzu, banku i ekonomii.
Pierwszą część relacji możesz znaleźć z poście 014.

Nie tylko zabawa.

Kilka poważnych zagadnień ekonomicznych zostało omówionych w bardziej „wykładowy” sposób. Analiza wyglądu denara Bolesława Chrobrego doprowadziła do powstania kolejnych hipotez, jaki ptak został uwidoczniony na tej monecie. Dużą radość wzbudziła informacja, że nad tym zagadnieniem od lat głowią się prawdziwi naukowcy. Wielkie wrażenie na wszystkich zrobiła opowieść o dukacie Władysława Łokietka. Raz, że istnieje tylko jeden egzemplarz tej monety na świecie (a więc jest naprawdę bezcenna) i dwa, że ta bezcenna moneta tuż po znalezieniu była kilka razy sprzedawana a ceny kształtowały się od dosłownie kilku złotych po całkiem pokaźną fortunę.

Ekonomiczne co by było gdyby …


Czyli poważnie mówiąc dyskusja grupowa. Odważyłem się na nią w kontekście pomysłu, aby drukować sobie pieniądze w domu. Miałem pewne obawy, co z tego wyniknie, bo temat trudny, ale poszło świetnie. Odpowiadając na kolejne pytania dzieci same wydedukowały, że mając nieograniczony dostęp do pieniędzy, żadna cena nie będzie dla nich zbyt wysoka. Ale, że konsekwencją będzie wzrost cen. Na wszystko, co jest w sklepach.
Nie zakładam, że dzięki temu stały się obrońcami umiarkowania w polityce pieniężnej państwa i nie o to mi chodziło. Ale wiedzą już dlaczego banknoty są zabezpieczone przed fałszerstwami i dlaczego fałszowanie pieniędzy jest karane. Zresztą wiele emocji wzbudziło badanie  polskich banknotów pod kątem ich zabezpieczeń, zwłaszcza w świetle ultrafioletowym, a przygotowana przeze mnie fałszywka była rozpoznawana nawet z zawiązanymi oczami.

Czy dzieci interesują się ekonomią ?


W sensie dosłownym raczej nie. Ale dzieci mogą zainteresować się wszystkim i dowodzi tego te kilka (bardzo wyczerpujących) godzin spędzonych przeze mnie w podstawówce. Z punktu widzenia prowadzącego zajęcia praktycznie cały czas miałem nadmiar chętnych. Do udzielania odpowiedzi, do udziału w każdej zaproponowanej zabawie, do pomocy prowadzącemu, do zadawania pytań, do dzielenia się swoimi przemyśleniami. Pod tym względem szkolenia dla dorosłych naprawdę wyglądają zupełnie inaczej.

W szkole, w której przeprowadziłem te zajęcia, jest taki zwyczaj, że najciekawsze komentarze dzieci po takich spotkaniach z rodzicami umieszczane są na stronie internetowej szkoły. Z ich lektury wynika, że trafiłem do moich słuchaczy. Komentarz, który wśród moich kolegów z pracy zrobił największą furorę kończy się zdaniem „Myślę, że w przyszłości, jeśli nie wyjdzie mi kariera piłkarska, mógłbym pracować w banku”.
Oczywiście trzymam kciuki, żeby mu wyszło w piłce :)


środa, 15 lutego 2017

014. Bankowość dla dziewięciolatków. Część 1.





W lutym zeszłego roku uczestniczyłem w szkoleniu „Sztuka wystąpień publicznych” organizowanym przez Centrum Edukacji Medialnej Polskiego Radia w Warszawie. Podczas zajęć jedna z uczestniczek, z zawodu geodeta, podzieliła się doświadczeniami z tego, w jaki zaprezentowała swój zawód uczniom podstawówki. Wtedy zapaliłem się do pomysłu, aby w podstawówce moich córek w ramach prezentowania zawodów rodziców (mamy taki program w naszej szkole) zrobić prezentację o tajemniczej instytucji, jaką jest bank.


Jak opowiedzieć dzieciom o banku?

Występuję publicznie stosunkowo często, ale moimi słuchaczami są na ogół wyłącznie dorośli. Zakładałem, że większość zasad i technik prezentacji związanych z wystąpieniami dla dorosłych ma pewne zastosowanie w spotkaniach z dziećmi. Dziecięce audytorium wymaga jednak szczególnej dbałości o wywołanie ich zainteresowania.
Dlatego oprócz zwykłej dbałości o to, by prezentacja była ciekawa, slajdy zabawne a treść zaskakująca, na spotkanie w szkole podstawowej przygotowałem kilka zabaw, do których zaprosiłem moich małych słuchaczy, a które obrazują to, co się w banku dzieje. Przyniosłem też kilka gadżetów, których poza bankiem próżno szukać.

Zabawa w bank.

Dosłownie zabawa. Od córki pożyczyłem zabawkowe banknoty imitujące polskie złote. Któreś z dzieci wygrało te pieniądze w „klasowego totolotka”. Inne dzieci  szczerze doradziły mu, żeby wpłacił do „klasowego banku” i potrafiły powiedzieć dlaczego. „Bank” wypłacał odsetki, ale żeby miał z czego je płacić „udzielił kredytu” dzieciom prowadzącym sklepik. „Sklepik” kupił prawdziwe cukierki, sprzedał je dzieciom, zrealizował zysk i spłacił kredyt. Dużo śmiechu. Trochę zamieszania. Ale też prawdziwa edukacja: bo na tym właśnie polega pośrednictwo banku pomiędzy depozytariuszami a kredytobiorcami.
Przy okazji ja się nauczyłem, czym naprawdę jest „komisyjne przeliczenie gotówki”. Jedno dziecko przekładało banknoty, a kilkanaście innych na głos odliczało „sto, dwieście, trzysta …”. Przy takim podejściu kasa musiała się zgadzać. Tego w bankowości wciąż nie wdrożyliśmy …

Jak to działa ?

Skąd bankomat wie, że może wypłacić pieniądze ? Jak to się dzieje, że pieniądze wysłane z Wrocławia po kilku minutach są w Suwałkach ? Co tak naprawdę oznacza zapłata kartą bankową ?
Nie wiem, jak często zastanawiają się nad tym dzieci. Te pytania im podsunąłem, a potem znowu poprzez zabawę wspólnie sobie na nie odpowiedzieliśmy. Znowu ktoś był bankomatem, ktoś pracował w banku a ktoś inny był (uwaga!) Narodowym Bankiem Polskim. Plastikowe kufle były rachunkami bankowymi, dzięki czemu widać było, jak pieniądze w postaci zabawkowych banknotów, przepływają z rachunku na rachunek (czyli z kufla do kufla – możliwe, że było to pierwsze legalne wykorzystanie kufli w historii tej podstawówki).


Druga część tego artykułu zostanie opublikowana w środę, 22 lutego 2017.
Zapraszam.

czwartek, 9 lutego 2017

013. Krótkie lokaty, długie kredyty, czyli płynność banku.


Na pewno słyszeliście o kredytach hipotecznych. Długoterminowych. Nawet trzydziestoletnich. Są takie, prawda ?
A słyszeliście o trzydziestoletnich lokatach bankowych ? Lub nawet pięcioletnich ? Albo inaczej: mając wolne środki, czy ulokowalibyście je na tak długi okres czasu ? A nawet jeśli, to czy dotrzymalibyście terminu i nie skorzystalibyście z tych środków wcześniej ?

Niedopasowanie terminów.

Właśnie ! W działalności kredytowo-depozytowej banku występuje problem niedopasowania terminów zapadalności lokat i kredytów. Idealnie byłoby bowiem, gdyby okresy depozytów i kredytów sobie odpowiadały, ale tak nie jest, co najlepiej widać na przykładzie kredytów udzielanych na maksymalne okresy.
Udzielając trzydziestoletniego kredytu na budowę domu bank raczej na pewno nie ma dostępu do trzydziestoletniej lokaty, która by sfinansowała ten kredyt. Źródłem finansowania będą więc lokaty, o znacznie krótszym terminie, np. trzymiesięczne. Oznacza to, że w ciągu życia kredytu, bank będzie musiał wielokrotnie zastąpić wygasające lokaty nowymi, które będą finansować ten sam kredyt. Oczywiście w rzeczywistości nie odbywa się to w stosunku do pojedynczego kredytu, lecz do wszystkich kredytów udzielonych przez bank. Nie mniej jednak dla zachowania płynności bank jest zmuszony tak prowadzić swoją działalność, aby zawsze zastępować wygasające depozyty nowymi, o pożądanych parametrach.

Płynność banku.

Na tym właśnie polega zarządzanie płynnością banku, które jest jednym z najważniejszych i najtrudniejszych elementów działalności banku, a jednocześnie mało znanym. W zarządzaniu płynnością bankom pomaga statystyka i wiedza na temat zachowań ich klientów. Okazuje się bowiem, że pewna część zapadających depozytów jest przez klientów banków po prostu przedłużana i nie trzeba szukać ich następców.
Zarządzanie płynnością banku jest bardzo ważne. Co by się bowiem wydarzyło, gdyby któregoś dnia bank nie zdołał pozyskać kolejnego depozytu finansującego długoterminowy ? Bank miałby wówczas problem z wypłatą środków z lokaty, która właśnie się skończyła. A to by oznaczało jego upadłość.
Na szczęście jest jeszcze rynek międzybankowy, czyli możliwość pożyczenia pieniędzy od innego banku, aby zachować własną płynność.
Zauważ, że w sytuacji kłopotów z pozyskaniem depozytów, bank nie ma możliwości uczynić niczego wobec swoich kredytobiorców. Kredytobiorca, który otrzymał kredyt np. na trzydzieści lat jest zobowiązany do spłaty odsetek i rat zgodnie z harmonogramem. Nie można więc go zmusić do wcześniejszej spłaty kredytu, a to oczywiście bardzo pomogłoby bankowi.

czwartek, 2 lutego 2017

012. Co banki robią z pieniędzmi Klientów ?



Najpierw logika: skoro bank płaci Klientom odsetki od wkładów pieniężnych, to znaczy, że na nich zarabia. Gdyby nie zarabiał, to by nie płacił. Proste. Co więcej: brałby opłaty za ochronę powierzonych środków tak, jak w przypadku skrytek bankowych: Klient wynajmuje skrytkę i płaci bankowi za to, że ją wynajął. Skoro więc dostajemy odsetki od założonej lokaty to znaczy, że bank na tych pieniądzach zarabia i to więcej niż nam płaci.

A co bank robi z tymi pieniędzmi ? Udziela kredytów !

Model biznesowy banku.

Tak ! Generalnie, bank udziela kredytów z cudzych pieniędzy. Z pieniędzy, które powierzyli mu inni klienci. W uproszczeniu: większość pieniędzy wpłaconych przez Ciebie do banku wędruje w postaci kredytu do innego klienta banku. Ten kredytowy Klient banku płaci odsetki od kredytu (np. 5% w skali roku) a bank płaci to Tobie odsetki od lokaty (np. 2% w skali roku). Bank zarabia więc na czysto 3% w skali roku i można powiedzieć, że to najprostszy biznes na świecie, prawda ?

Niekoniecznie. Aż tak łatwo nie jest.

Ryzyko.

Podstawowym wyzwaniem dla banku jest znalezienie właściwych kredytobiorców. Właściwych to znaczy takich, którzy solidnie będą płacić odsetki i w terminie (najlepiej ani za wcześnie, ani za późno) spłacą swoje kredyty. Słowem: takich, którzy zasługują na to, by przekazać im Twoje pieniądze. Gdy kredytobiorca spóźni się z płatnością odsetek, bank i tak jest zobowiązany do wypłaty Tobie odsetek od depozytu. Gdy kredytobiorca ogłosi, że nie spłaci kredytu (bo zbankrutował, okradli go, czy po prostu działał od początku w złej wierze), bank i tak jest zobowiązany do zwrotu Tobie środków, które mu powierzyłeś. Właśnie dlatego banki tak pieczołowicie prześwietlają kandydatów na kredytobiorców. Oczywiście, chodzi też o interes banku: każdy trudny kredytobiorca to dla banku potencjalna strata, którą niełatwo odrobić. Ale nie ma się co zżymać – to także działanie w interesie tych klientów, którzy powierzają bankom swoje oszczędności.

Rezerwa obowiązkowa.

W „kalkulacji” powyżej ukryte jest jeszcze jedno uproszczenie. Otóż, nie ma możliwości, aby bank przeznaczał na kredytowanie całość pozyskanych depozytów. Wedle polskiego prawa, banki zobowiązane są do utrzymywania rezerwy obowiązkowej wynoszącej 3,5% wartości pozyskanych depozytów. Rezerwa obowiązkowa jest utrzymywana przez bank na rachunku w Narodowym Banku Polskim i jest obecnie oprocentowana na poziomie 1,35% w skali roku. Faktycznie bank może więc przeznaczać na kredytowanie i tym samym zarabiać jedynie na 96,5% środków pozyskanych od swoich klientów. A takich ograniczeń jest więcej. Napiszę o nich jeszcze ...

sobota, 28 stycznia 2017

011. W jaki sposób bank oblicza długość lokaty ?


Liczba dni lokaty.

Liczenie czasu trwania lokaty raczej nikomu nie sprawia trudności, warto jednak wyraźnie zaznaczyć, że lokata od 12 do 19 marca to lokata siedmiodniowa (proste odejmowanie 19-12, przy dłuższych okresach zwłaszcza przechodzących przez zmianę miesiąca dla pewności można posłużyć się Excelem). Byłem natomiast wielokrotnie świadkiem poważnych dociekań i sporów na temat, który dzień lokaty jest nieoprocentowany: pierwszy, czy ostatni. Chodzi o to, że podświadomie wszyscy rozumieją, że lokata od 12 do 13 marca to lokata jednodniowa, ale czy oprocentowany jest 12 marca czy 13 marca ?

Transakcje w ciągu dnia.

W rozwiązaniu tej zagadki pomaga refleksja na temat, jak funkcjonuje bank. Otóż w ciągu dnia bank księguje tysiące operacji na rachunkach swoich klientów. Każda z tych operacji zwiększa lub zmniejsza saldo rachunku danego klienta. Saldo rachunku w ciągu dnia ma o tyle znaczenie, że operacja nie zostanie przeprowadzona, jeśli w jej wyniku saldo spadnie poniżej dopuszczalnej kwoty. Tą kwotą jest na ogół zero, chyba, że Klient ma przyznany limit kredytowy - wówczas dozwolone staje się poruszanie do poziomu przyznanego limitu zadłużenia.

Saldo zamknięcia.

Do obliczeń odsetek używa się jednak salda z zamknięcia dnia, czyli stanu środków na rachunku po zaksięgowaniu na nim ostatniej operacji w danym dniu. Na ogół bank kończy księgowania i zamyka dzień późnym wieczorem lub nawet w nocy, więc prawdę mówiąc oprocentowane jest saldo „nocne”. Wracając do przykładu naszej lokaty od 12 do 13 marca: oprocentowaniu będą podlegać środki znajdujące się na rachunku po ostatnim księgowaniu 12 marca, czyli saldo pierwszego dnia lokaty. Saldo ostatniego dnia lokaty nie może być oprocentowane, bo w ciągu tego dnia lokata zostanie zamknięta, czyli na koniec dnia lokaty już nie będzie. A co z pieniędzmi ? Albo trafią na inny rachunek (gdzie będą oprocentowane lub nie), albo zostanie z nich utworzona kolejna lokata.

Lokata miesięczna czyli jaka ?


Nieco zamieszania wprowadzają określenia typu „lokata miesięczna”, „lokata kwartalna” czy „lokata roczna”, bo prawdę mówiąc na ich podstawie nie można wywnioskować ile dni trwa taka lokata. Z jednej strony miesiące, kwartały i lata mają różną długość, a z drugiej w zdecydowanej większości przypadków banki pilnują, aby lokaty zapadały w dni robocze. Tego typu określenia mają raczej charakter marketingowy, natomiast szczegóły umowy lokaty precyzują dokładnie od kiedy do kiedy lokata trwa. I można sobie policzyć i liczbę dni i spodziewaną kwotę odsetek.

sobota, 21 stycznia 2017

010. Wkłady pieniężne. Ile można zarobić ?


Na lokacie można zarobić !

Wynagrodzenie za środki powierzone bankowi wyrażone jest w procentach i na ogół w skali roku. Podstawowy wzór na odsetki (zarówno od depozytów jak i od kredytów) wygląda tak:

Odsetki = kwota * oprocentowanie * liczba dni / 360
Gdyby więc ulokować w banku PLN 10.000 na rok na 2% to zarobimy PLN 200 w ciągu roku, czyli mniej więcej PLN 16,66 miesięcznie. Kwota faktycznie nie powala, ale nie ma co wybrzydzać – sorry, takie mamy stopy procentowe.

Zresztą to kwestia podejścia. Moje dzieci posiadają rachunki PKO Junior, gdzie oprocentowanie środków do wysokości PLN 2.500 wynosi 2,5% w skali roku. Na tych rachunkach występuje kapitalizacja tygodniowa, więc co tydzień otrzymują po kilkadziesiąt groszy odsetek i … są zachwycone. Nie rozumieją tylko, dlaczego bank odbiera im następnie po kilkanaście groszy tytułem podatku od dochodów kapitałowych (zwanym popularnie podatkiem Belki). Ale to już inna historia.

Nieszczęsny podatek Belki.

Bo faktycznie: w Polsce odsetki są oprocentowane 19% podatkiem od dochodów kapitałowych, czyli w moim pierwszym przykładzie Klient banku od odsetek PLN 200 odprowadzi PLN 38 podatku (bank przeprowadzi tę operację w ten sposób, że najpierw naliczy Klientowi odsetki a następnie pomniejszy je o podatek), czyli faktyczne odsetki netto od lokaty PLN 10.000 wyniosą PLN 162 rocznie, czyli około PLN 13,50 miesięcznie.

Kapitalizacja odsetek.

Posłużyłem się trudnym słowem „kapitalizacja”. W finansach występuje ono często i to w różnych znaczeniach. „Kapitalizacja odsetek” oznacza, że bank nalicza odsetki i dodaje je do „kapitału”, czyli kwoty rachunku. Tym samym rachunek będzie miał większe saldo i można będzie na nim nieco więcej zarobić. Ma więc znaczenie, czy kapitalizacja następuje co tydzień (lepiej dla klienta banku), czy co miesiąc (gorzej dla klienta banku), bo im częściej następuje kapitalizacja odsetek tym więcej można zarobić.

czwartek, 12 stycznia 2017

009. Do czego służy bank ? Wkłady pieniężne.


Zasygnalizowane w poprzednim wpisie czynności, których mogą dokonywać wyłącznie banki, zasługują na bliższą analizę. Na początek „wkłady pieniężne”, czyli mówiąc po prostu nasze oszczędności, które możemy wpłacić do banku na rachunek bieżący (który Prawo Bankowe nazywa „wkładem pieniężnym płatnym na żądanie”) albo na lokatę (którą Prawo Bankowe nazywa „wkładem pieniężnym płatnym z nadejściem oznaczonego terminu”).

Dlaczego jednak mielibyśmy trzymać pieniądze w banku, a nie w domu ?

Po pierwsze wygoda.

Olbrzymia część transferów pieniężnych odbywa się za pośrednictwem banków. O tym jak to jest zorganizowane napiszę za kilka postów. Nie mniej jednak prawda jest taka, że w dzisiejszej Polsce prawie wszystkie pensje osób zatrudnionych legalnie są płatne przelewem, a nie jak kiedyś gotówką. Tak samo zdecydowana większość płatności pomiędzy firmami odbywa się za pośrednictwem banków. W przypadku przedsiębiorców obowiązuje nawet graniczna kwota dla rozliczeń gotówkowych wynosząca od stycznia 2017 PLN 15.000. W przypadku firm dochodzi jeszcze taki aspekt, że prowadzenie własnej kasy związane jest z kosztami (pensja kasjerki, bezpieczna szafa itp.), które nie występują w przypadku obrotu bezgotówkowego. Jeżeli zatem na rachunek nasz albo naszej firmy pieniądze wpływają przelewem to byłoby nielogiczne wypłacać je po to, aby przetrzymywać je w domu czy siedzibie firmy.

Po drugie bezpieczeństwo.

Pieniądze przetrzymywane w domu czy firmie narażone są na ryzyko ich utraty. Kradzież, pożar czy inne nieszczęścia mogą pozbawić nas naszych oszczędności. Pieniądze złożone w banku są bezpieczne w tym sensie, że za ich bezpieczeństwo odpowiada bank, który jest zobowiązany do ich zwrotu, nawet w przypadku, gdy na naszych oczach (ale już po wpłacie do banku) zostałyby ukradzione przez rabusia. Jedynym zagrożeniem dla naszych pieniędzy zdeponowanych w banku jest jego upadłość, ale i wówczas nasze środki do kwoty stanowiącej równowartość EUR 100.000 (ok. PLN 430.000) są gwarantowane przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny, czyli na pewno je odzyskamy. O sposobie gwarantowania depozytów w Polsce napiszę innym razem.

Po trzecie: możliwość zarobku. 

Od środków zdeponowanych, bank wypłaca odsetki, które są naszym zarobkiem. Oczywiście krytycy podniosą głos, że akurat teraz ten argument nie ma znaczenia, bo stopy procentowe są niskie. To prawda: rachunki bieżące są obecnie nieoprocentowane, a oprocentowanie lokat rzadko kiedy przekracza 2% w skali roku, ale mimo wszystko lepiej zarobić na swoich oszczędnościach niż nie zarobić nic trzymając je w domu.

czwartek, 5 stycznia 2017

008. Do czego służy bank ?


Górnolotnie rzecz biorąc banki są najważniejszym elementem systemu finansowego. Ale co to właściwie znaczy ? Innymi słowy: do czego tak naprawdę służy bank ?

Czynności bankowe.

W Polsce działalność banków jest opisana w Prawie Bankowym. Art.5 ust.1 tego prawa wymienia czynności, do których prowadzenia uprawnione są tylko i wyłącznie banki. Wynika z niego, że w Polsce  poza bankiem żadna instytucja, żadna firma i żadna osoba prywatna nie może:

1.       Przyjmować wkładów pieniężnych na żądanie lub na określony termin.

2.       Prowadzić rachunków bankowych.

3.       Udzielać kredytów.

4.       Udzielać i potwierdzać gwarancji bankowych.

5.       Otwierać i potwierdzać akredytyw.

6.       Prowadzić bankowych rozliczeń pieniężnych.

7.       Emitować bankowych papierów wartościowych.

A zatem, aby zostać obsłużonym w powyższym zakresie, trzeba udać się do banku.

Słowo "bank" w nazwie firmy.

Co ciekawe w Polsce w nazwie firmy lub działalności reklamowej nie można bez ograniczeń posługiwać się słowami „bank” lub „kasa”. Słowa te mogą wystąpić w nazwie firmy lub w jej reklamie, ale wyłącznie w taki sposób, że jednoznacznie będzie wynikać, że firma ta nie prowadzi czynności bankowych. W praktyce oznacza to, że można prowadzić działalność pod nazwą Leśny Bank Genów (taki podmiot rzeczywiście istnieje w miejscowości Kostrzyca niedaleko Jeleniej Góry i zajmuje się gromadzeniem „leśnego materiału rozmnożeniowego”, czyli jak sama nazwa wskazuje genów roślin leśnych), natomiast byłby prawdopodobnie problem z założeniem firmy o nazwie „Kasa ALFA”, gdyż mogłoby to sugerować prowadzenie działalności bankowej.

Etymologia słowa "bank".

Sama nazwa „bank” pochodzi od włoskiego słowa „banco”, czyli w dosłownym tłumaczeniu „ławka”. Podczas spotkania z dziećmi zadałem kiedyś pytanie dlaczego ich zdaniem słowo „bank” pochodzi od słowa „ławka”. Zgłosił się wówczas rezolutny dziewięciolatek, który odpowiedział mniej więcej tak: „bo w banku są kolejki i wtedy siedzi się na ławce”. W rzeczywistości owa włoska ławka była raczej czymś w rodzaju kontuaru, przy którym pracowali średniowieczni bankierzy, czyli pośrednicy wymieniający monety licznych w owym czasie włoskich księstw.

Ale odpowiedź tego chłopca zapadła mi w pamięć. I dowodzi jak kreatywne potrafią być dzieci.

czwartek, 29 grudnia 2016

007. Inflacja. Deflacja. Co lepsze?



Tuż po Świętach media doniosły, że do polskiej gospodarki po dwu i pół rocznej przerwie wraca inflacja. To dobrze, czy źle ?
Najprościej rzecz ujmując inflacja oznacza wzrost przeciętnego poziomu cen na towary i usługi w gospodarce. Deflacja – przeciwnie – oznacza spadek tych cen.
Która sytuacja jest lepsza ?

Skutki inflacji.

Oczywiście wzrost cen nie może być dobry. Życie staje się coraz droższe, oszczędności tracą na wartości, trudno w tej sytuacji planować długoterminowe przedsięwzięcia. W szczególności jeśli mamy do czynienia ze wzrostem cen przekraczającym poziom 10% rocznie (sytuacja taka jest określana jako inflacja galopująca lub hiperinflacja) to pieniądz staje się gorącym kartoflem: lepiej zamienić go czym prędzej na inne dobra, bo z każdym dniem jest wart coraz mniej. To oczywiście napędza gospodarkę (kupowane są dobra zwłaszcza o charakterze trwałym), ale sam pieniądz traci swą stabilność, przestaje być środkiem gromadzenia bogactwa, następuje ucieczka od niego na rzecz innych walut (proces dolaryzacji, porównaj post 004). Wysoka inflacja zwiększa niepewność, więc w dłuższym okresie nie jest dobra dla gospodarki. Z jednej strony trzeba ciągle korygować ceny, aby działalność pozostawała rentowna. Z drugiej strony nie znając wartości pieniądza w przyszłości trudno zdecydować się na dłuższy proces inwestycyjny (zaczynając budowę nowego zakładu produkcyjnego nie wiadomo jaki będzie jego koszt, bo ceny wciąż rosną). A bez inwestycji w gospodarka w końcu zwiędnie …

Skutki deflacji.

Więc może lepsza jest deflacja ? Ceny spadają, stać nas na coraz więcej, oszczędności mają coraz większą realną wartość. Pozornie same plusy – teoretycznie z każdą chwilą jesteśmy coraz bogatsi. Jednak spadające ceny sprawią, że będziemy odkładać swoje zakupy na później, gdy ten sam przedmiot będzie po prostu tańszy. A wstrzymywanie się od zakupów będzie miało negatywny wpływ na gospodarkę: jeśli ludzie będą odkładać zakupy to producenci będą ograniczać produkcję, zmniejszą zatrudnienie, więc wzrośnie bezrobocie, zrezygnują z inwestycji, bo po co inwestować, skoro maleje sprzedaż. I w końcu gospodarka zwiędnie …

Co lepsze ? Cel inflacyjny.

No więc jak to jest ?
Oczywiście wysoka inflacja jest niebezpieczna i wszyscy jej unikają. Współcześnie uważa się jednak, że niewielka inflacja jest lepsza niż niewielka deflacja. Nie ma faktycznego wpływu na odraczanie decyzji o zakupach, a jednocześnie wzrost cen nie jest na tyle odczuwalny, aby uniemożliwiać podejmowanie decyzji o inwestycjach. Innymi słowy niewielka inflacja to taka, która nie ma złego wpływu na gospodarkę. A ile to jest ? Jakąś formą odpowiedzi są poziomy celów inflacyjnych określane przez banki centralne, które wynoszą 2,5% w Polsce, „poniżej, ale w pobliżu 2%” w strefie EURO czy 3% w Czechach.
Więc póki co nie ma się czego bać. Mamy jeszcze 2,5% do celu inflacyjnego!

Przy pisaniu niniejszego posta korzystałem z:

piątek, 23 grudnia 2016

006. Milion pod choinką. Dla każdego!


Co by było, gdyby każdy znalazł pod choinką pieniądze? Dokładnie jeden milion złotych. Każdy bez wyjątku.
Czy to uczyniłoby nas bogatymi ?
Milion pod choinką brzmi atrakcyjnie. Ale gdyby każdy go dostał to niestety, bogatsi nie będziemy.
Sprawą tą zajmował się kiedyś szkocki filozof David Hume (1711-1776), który doszedł do wniosku, że zwiększenie ilości pieniędzy bez zwiększenia ilości dóbr w sklepach i dostępnych usług wywoła jedynie wzrost cen. Ale bogactwo nie nadejdzie. Ujął to następująco: „Przypuśćmy, że w jakiś cudowny sposób w portfelu każdego obywatela Wielkiej Brytanii pojawiło się dodatkowe 5 funtów. Byłoby to więcej niż podwojenie pieniędzy znajdujących się na terenie Królestwa. Jednakże, ani następnego dnia, ani za jakiś czas nie mogłoby się pojawić więcej pożyczkodawców ani też żadne wahania w kwestii odsetek”. (cytat za http://mises.pl).
Najmniej oczywiste są słowa o odsetkach. Przynajmniej dla mnie.
No bo, że wzrosną ceny to pewne. Jeśli każdy z nas będzie miał więcej pieniędzy, a w sklepach będzie tyle samo towarów, to ceny muszą wzrosnąć i to mniej więcej proporcjonalnie do wzrostu ilości pieniądza w obiegu.
Ale co ze stopami procentowymi ?
Mogłoby się wydawać, że wszyscy spłacą swoje kredyty, a nawet będą posiadaczami depozytów. To by oznaczało spadek stóp procentowych. Ale ponieważ ceny na towary i usługi wzrosną, to dosłownie za chwilę te osoby, które przed znalezieniem miliona pod choinką miały kredyty na bieżące potrzeby, będą musiały zaciągnąć je ponownie. Bo ich potrzeby nie ulegną zmianie …
Nieco inaczej byłoby z posiadaczami kredytów inwestycyjnych (np. na mieszkanie). Oni spłacą swoje kredyty, a ponieważ nie będą mieli potrzeby kupna nowego mieszkania to kredytu nie zaciągną ponownie. Będą jakby wygrani. Jednak kolejne osoby, które będą chciały kupić mieszkanie odczują drastyczny wzrost cen i będą musieli iść do banku po kredyt.
Z punktu widzenia gospodarki wszystko wróci do normy.
Więc nie ma co życzyć wszystkim miliona pod choinką, bo to niczego nie zmieni. A nawet lepiej, jeśli go nie dostaniemy.
Nie wypada natomiast życzyć miliona pod choinką tylko jednej osobie (to faktycznie zwiększyło by jej majątek), bo to w końcu Święta…
Zresztą najlepsze prezenty to te, które niosą ze sobą ładunek emocjonalny a nie wartość pieniężną.
A poza tym to w Bożym Narodzeniu wcale nie chodzi o prezenty, prawda ?
Wesołych Świąt !